Tag Archives: komunia święta

Nadużycia przy rozdawaniu i przyjmowaniu Komunii świętej.

W poprzednich swoich rozważaniach na temat kultu dla Najświętszej Eucharystii zatrzymałam się tylko na sposobie przyjmowania Komunii świętej. Teraz chcę zwrócić uwagę na inny aspekt przyjmowania i rozdawania Komunii świętej – mianowicie na nadużywanie funkcji nadzwyczajnych szafarzy.

Wszystko, co dzieje się w czasie liturgii w mniejszy lub większy sposób przyczynia się do ugruntowania wiary w Rzeczywistą Obecność lub do jej zaniku. Zatrzymajmy się więc tylko na problemie świeckich szafarzy. Wprowadzenie tej funkcji na szeroką skale okazało się bardzo niebezpieczne dla wiary. Takie stwierdzenie jest w pełni uzasadnione –  potwierdzają to lata praktyki, szczególnie w krajach zachodnich, gdzie nadużycia są bardzo duże. To, że u nas jeszcze nie ma aż tak wielkich nadużyć nie powinno nas ani uspakajać, ani usypiać. Z roku na rok tych nadużyć jest coraz więcej, a wierzących w Rzeczywistą Obecność – coraz mniej.

Najpierw powołam się na pewne dokumenty Magisterium. Robie to z dwóch powodów – by pokazać, że to, o czym będzie dalej, nie jest moje „widzimisię”, a ma oparcie w dokumentach, a po drugie – by przypomnieć, że każdy z nas ma obowiązek dbać o szacunek dla Najświętszej Eucharystii. (wszelkie podkreślenia i wytłuszczenia w cytowanych tekstach są moje)

 

 Z instrukcji Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Redemptionis sacramentum z 25 marca 2004 r.:

183. Stosownie do możliwości każdego, wszyscy mają obowiązek wykazywać szczególną troskę o chronienie Najświętszego Sakramentu Eucharystii przed brakiem szacunku i wszelkiego rodzaju deformacjami oraz o dokładne usuwanie wszystkich nadużyć. Ten poważny obowiązek, zlecony wszystkim członkom Kościoła i każdemu z osobna, należy wypełniać z wykluczeniem wszelkiego względu na osobę.

Z Kodeksu Prawa Kanonicznego:
Kan. 212
§ 2. Wierni mają prawo, by przedstawiać pasterzom Kościoła swoje potrzeby, zwłaszcza duchowe, jak również swoje życzenia.
§ 3. Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadają, przysługuje im prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła, oraz – zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwagę wspólny pożytek i godność osoby – podawania go do wiadomości innym wiernym.

Zacytujmy teraz dokument zezwalający na ustanowienie funkcji nadzwyczajnych szafarzy. Tym dokumentem jest Instrukcja Świętej Kongregacji ds. Kultu Bożego, wydana 29.01.1973 r., zatytułowana Immensae caritatis. Zarządza ona użycie nadzwyczajnych szafarzy w przypadkach rzeczywistej konieczności. Oto lista tych przypadków:
a/ gdy nie ma księdza, diakona lub akolity;
b/ gdy w/w nie mogą dysponować Komunią Św., ze względu na inną posługę pasterską, chorobę lub zaawansowany wiek;
c/ gdy liczba wiernych pragnących Komunii Św. jest tak znaczna, iż odprawianie Mszy albo rozdawanie Eucharystii poza Mszą nadmiernie by się przedłużyło.

Instrukcja zastrzega , iż:
Ponieważ uprawnienia te przyznaje się tylko dla duchowego dobra wiernych i w przypadkach rzeczywistej konieczności, księża winni pamiętać, iż nie są on zwolnieni z obowiązku rozdawania Eucharystii wiernym, którzy w sposób uprawniony tego żądają, a w szczególności, z zanoszenia i rozdawania jej chorym.
Wyraźnie widać, że wyżej wymienione warunki spełnione mogą być tylko w krajach misyjnych, i to nie wszędzie. Jeśli bowiem w kraju misyjnym jest grupa katolików nie za bardzo liczna i zamieszkująca niewielkie terytorium – nie widać potrzeby  wprowadzania nadzwyczajnych szafarzy.

Praktyka jednak jest inna. Wprowadzono ich w wielu krajach katolickich, co przyczyniło się natychmiast do spadku powołań. Co gorzej – pozwolono również kobietom rozdawać Komunię, ale o tym będzie mowa niżej.

W Polsce ostatnio jest coraz więcej nadzwyczajnych szafarzy. Zaznaczmy, że nie ma w ogóle takiej potrzeby. Według statystyk, publikowanych przez KAI, jest u nas około 30 000 księży diecezjalnych i zakonnych. Są oczywiście takie parafie, gdzie jest nadmiar księży i takie, gdzie mogłoby być jednego czy dwóch więcej. Nie ma jednak nie obsadzonych parafii. Skąd więc tak nagminne stanowienie nadzwyczajnych szafarzy?

Dla przykładu do parafii św. Dominika na Warszawskim Służewie, która obejmuje Osiedle Nad Dolinką należy około 20 000 mieszkańców. Parafia św. Dominika jest parafią przyklasztorną i jest w niej bodajże 26 (dwudziestu sześciu) czynnych ojców (nie liczę starszych i chorych). Jeśli według statystyk liczba dominicantes wynosi maksymalnie około 40% – to na jednego kapłana przypada około 320 wiernych. Znowu licząc według statystyk communicantes jest około 140 – 160 osób na kapłana. Są to obliczenia według najwyższych wskaźników. Prawdopodobnie w rzeczywistości jest ich mniej.  I w tej parafii działa aż sześciu nadzwyczajnych szafarzy! Z jakiego powodu? Nawet jeden to za dużo, a sześciu?

A co na ten temat dokumenty Kościoła?

List Jana Pawła II Dominicae Cenae(1980 r.):

Dotykanie konsekrowanych hostii, a także rozdawanie ich własnymi rękoma, jest właśnie przywilejem wyświęconych.

W innym miejscu w tym samym liście Jan Paweł II przypomina, że:
Nie wolno zapominać o najważniejszym urzędzie kapłanów, którzy zostali konsekrowani przez ich święcenia dla reprezentowania Chrystusa Kapłana: z tego względu ich ręce, jak również ich słowa i ich wola, stały się bezpośrednimi narzędziami Chrystusa. Poprzez ten fakt, tj. jako szafarze świętej Eucharystii, oni pierwsi biorą odpowiedzialność za święte hostie, ponieważ jest to pełnia odpowiedzialności. Ofiarują oni chleb i wino, konsekrują je, a następnie rozdają święte hostie tym uczestnikom zgromadzenia, którzy pragną je przyjmować.

 Przytoczmy jeszcze cytat z Instrukcji Inaestimabile Donum (1980):

 (…) Te pozytywne i napełniające otuchą aspekty nie mogą jednakże przytłumić niepokoju, z jakim obserwuje się najrozmaitsze i częste nadużycia, o których dowiadujemy się z różnych stron świata katolickiego; pomieszanie funkcji, zwłaszcza gdy chodzi o posługę kapłanów i o rolę świeckich (odmawianie razem z kapłanem Modlitw eucharystycznych, wygłaszanie homilii przez świeckich, rozdzielanie Komunii św. przez świeckich, gdy mogą to czynić kapłani); pogłębiające się zatracenie poczucia sacrum (zarzucanie stroju liturgicznego, sprawowanie Eucharystii bez uzasadnionej konieczności poza kościołem, brak czci i poszanowania wobec Najświętszego Sakramentu, itd.); uznawanie kościelnego charakteru liturgii (używanie tekstów prywatnych, mnożenie Modlitw eucharystycznych bez aprobaty kościelnej, wykorzystywanie tekstów liturgicznych do celów społeczno – politycznych). W tych przypadkach mamy do czynienia z rzeczywistym fałszowaniem liturgii katolickiej: „fałszerzem byłby, kto by w imieniu Kościoła sprawował Kult Boży wbrew sposobowi ustanowionemu powagą Bożą przez Kościół i uświęconemu zwyczajowi”(7).

 Takie są dokumenty – jednoznacznie jest powiedziane – tam gdzie nie ma prawdziwej potrzeby – nie wolno stanowić nadzwyczajnych szafarzy. Prowadzi to do zatracenia poczucia sacrum, do upadku wiary, spadku powołań kapłańskich, dezorientacji wiernych. Jednym słowem – prowadzi to do protestantyzacji Kościoła.

Ale szafarze (nadzwyczajni) są i jest ich coraz więcej. W niektórych diecezjach biskupi nawet nakazują proboszczom wskazania mężczyzn na szafarzy i określają ich liczbę. Proboszczowie są w trudnej sytuacji – albo muszą narazić się biskupowi, albo być wiernymi zarządzeniom Magisterium. I w większości wypadków decydują się na szafarzy. Jest to zrozumiałe (co nie oznacza, że prawidłowe). Biskup jest blisko i może przenieść na gorszą parafię, a Magisterium jest daleko… Przypomina się stare ruskie powiezienie: Bóg wysoko, car daleko, a tu trzeba słuchać pana…

Proboszczowie szafarzem z różnym skutkiem szukają mężczyzn, którzy wyrażą zgodę na bycie nadzwyczajnym. Zdarza się, że nie mogą znaleźć (i Bogu dzięki!) Ale często znajdują. Wypada więc zapytać dlaczego są tacy, którzy się godzą być szafarzami?

Myślę, że można podzielić ich na dwie kategorie.

Pierwsza – to tacy, którzy nie uświadamiają sobie, że ich nowa funkcja jest szkodliwa dla Kościoła. Oni przyjęli bezkrytycznie zapewnienia, że będą pomocni Kościołowi. Być może wielu z nich nawet nie zna odnośnych dokumentów.  Często są oni przekonani, że postępują zgodnie z wymaganiami Magisterium, że niosą dobro dla ludzi i dla Kościoła. Są ogłupieni przez ciągłe mówienie o miłości do ludzi, więc po mało zaczynają wierzyć, że wchodzą w szlachetną misję czynienia dobra dla ludzi i Kościoła.

Nadzwyczajni szafarze nie tylko, że rozdają Komunię świętą, ale i chodzą do chorych. W tej posłudze znajduje się pułapka dla szafarzy (i dla samych chorych). Powiedziano im, że gdyby nie oni, to chorzy rzadziej by dostawali Komunię, a tak – dostają częściej. I poczuli się bardzo ważni, zapomnieli, że chory potrzebuje pociechy kapłańskiej. Oczywiście często się zdarza, że chora osoba nie życzy sobie wizyty nadzwyczajnego szafarza, lecz jeśli (a i to się zdarza), ksiądz jej powie, że albo szafarz, albo nikt, ostatecznie przyjmie Eucharystię i od świeckiego.

Eucharystię przyjmie, ale pociechy duchowej nie dostanie, nie wspominając już o tym, że nie może przystąpić do sakramentu spowiedzi. No bo i o jaką pociechę duchową może być mowy? O czym rozmawiać z nadzw. szafarzem? O jego żonie i dzieciach, czy o jego pracy? Przyjęcie Komunii świętej nie bardzo sprzyja takim rozmowom, a słuchanie banałów o miłości i cierpieniu, których nauczył się nadzw. szafarz jest nużące.

Chodzenie „szafarzy”do domu chorych często jest powodem do pewnego zgorszenia. Lub co najmniej do obaw o naruszenie intymności domu. Tak to jest gdy jest to sąsiad – przychodzi do domu, widzi co i jak w nim jest, a czy na pewno nie będzie opowiadał dalej? Jak nie rozpowie po całej okolicy czy aby na pewno nie opowie swojej żonie? A jeśli ten sąsiad to zwykły sklepikarz, może w masarni pracuje i rąbie mięso, a może robi ciastka i ręce ma na co dzień całe w mące. To nie są ręce święcone, może i dobrze umyte, ale ręce masarza, cukiernika, może handluje na bazarze ziemniakami lub sprzedaje stare ubrania. Itd., itd. Przecież gdy stanowi się nadzwyczajnych szafarzy nie uzależnia się to od ich zawodu. Wymaga się by „szafarz” był mężczyzną w wieku od 25 do 65 lat, żonaty lub stanu wolnego, mający poważanie wśród duchowieństwa i wiernych, pozytywną opinię moralną, pobożność eucharystyczną, aktywność w życiu parafialnym.

Proszę zwrócić uwagę na wymagania co do wieku. O ile można się domyśleć dlaczego dolną granicą wieku jest 25 lat (widać Kościół uważa, że młodsi są niedojrzali), to z jakiego powodu ograniczono ten wiek „od góry”? Obawia przed starczą demencją? Ale przypomnijmy, że obecnie mężczyzny będą pracować obowiązkowo do 67 roku życia, więc chyba nie o utratę zdolności fizycznych czy umysłowych chodzi. Zresztą – „początkowy” wiek też jest dziwny – mając 18 lat się jest pełnoprawnym obywatelem (prawo do głosu czynne i bierne) i można zawrzeć związek małżeński – czyli być dojrzałym do założenia rodziny. Nie ma wzmianki w tych wymaganiach, że „szafarz” musi być ochrzczony i bierzmowany. Jest jednak jakiś pozytywny element w stanowieniu „szafarzy” – stanowione są na rok i funkcja podlega ponownemu zatwierdzeniu. Więc każdy może sam po roku zrezygnować. Ale trzeba silnego samozaparcia by to zrobić – taka rezygnacja zawsze będzie odczytywana przez otoczenie w sposób różny, więc wielu się boi, by nie stracić dobrej opinii u współparafian czy sąsiadów. By nikt nie pomyślał, że naraził się biskupowi, że stał się mniej katolicki itd.

No tak. To wszystko może być, ale czy w ogóle godzi się być nadzwyczajnym szafarzem? Co jest tego człowieka pierwszym obowiązkiem – zając się domem, zapewnić byt rodzinie, czy wyręczać księdza?

Takim ludziom da się na pewno po woli wyjaśnić, że nie godzi się świeckiemu być „szafarzem”. Gdy poznają dokumenty, gdy zastanowią się, gdy zostanie im pokazane jak to wygląda na Zachodzie, gdzie kościoły są puste, a seminaria jeszcze bardziej, gdy zobaczą jak groteskowo wyglądają w kościele, prawdopodobnie wielu z nich zrezygnuje. A gdy jeszcze zrozumieją, że z ich powodu wielu ludzi zaprzestaje wierzyć w Rzeczywistą Obecność Chrystusa Pana w Najświętszej Eucharystii, jeśli na prawdę posiadają „wymaganą” pobożność eucharystyczną – zrezygnują.

Z nimi powinno się rozmawiać, udostępniać im dokumenty, lekturę, pokazywać filmiki, jednym słowem – powinno się im wyjaśniać szkodliwość funkcji nadzwyczajnego szafarza.

Druga kategoria szafarzy, o której wspomniałam wyżej, to mężczyźni, którzy się dowartościowują. Coś im w życiu wyszło nie tak, jak chcieli, czasami próbowali zostać kapłanami, ale coś przeszkodziło, czasami tylko taka myśl się snuła – nie podjęli na czas decyzji, nie wstąpili do seminarium, a teraz jest za późno. Czasami muszą komuś udowodnić, że są lepsi, bardziej cenieni od innych, prawie kapłanami, choć nie do końca, ale zawsze lepsi od zwykłych wiernych. Rozpycha ich duma (pycha?). I choć zachowują się łagodnie (niemal jak owieczki) i mają usta pełne słów o miłości, służbie i pokorze, w rzeczywistości każdemu dają odczuć, że oni są wyróżnieni, inni niż ten cały szary tłum wiernych. Ci czują się w pełni usprawiedliwieni i z nimi nie ma sensu podejmować rozmowy. Za nich można tylko się pomodlić – by dobry Bóg rozjaśnił im umysły.

Jest jeszcze jeden (trochę inny) rodzaj „szafarzy” – ten jest najbardziej tragiczny. Chodzi zasadniczo nie o „szafarzy”, lecz o „szafarki”.

W marcu 2006 Konferencja Episkopatu Polski przyjęła Wskazania odnośnie do nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej (http://www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=2007425_0)

Czytamy tam:

Biskupi diecezjalni mogą upoważnić mężczyzn, a także siostry zakonne i niewiasty życia konsekrowanego w wieku 25 do 65 lat do posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej.

Od razu nasuwa się pytanie: A dlaczego tylko siostry zakonne czy inne niewiasty życia konsekrowanego? Dlaczego nie samotne panny czy mężatki? A wdowy? Jaka to różnicą jeśli wymagania w dalszym ciągu są:

Kandydaci powinni odznaczać się zaangażowaniem w życie Kościoła, wzorowym życiem moralnym oraz poważaniem wśród duchowieństwa i wiernych.
Kandydat winien znać podstawowe prawdy katechizmowe oraz najważniejsze zagadnienia teologiczno-liturgiczne…

Czy mężatka lub panna nie może mieć poważania u duchowieństwa? Czy nie może żyć życiem moralnym? Czy nie jest obowiązkiem każdego wiernego znać podstawowe prawdy katechizmowe i najważniejsze zagadnienia teologiczno-liturgiczne?

Ale nie – widać, że jest jakaś specyficzna różnica między kobietami a kobietami. Więc niektóre zakonnice się tym przejęły, uwierzyły, że tak ma być i zaczęły rozdawać Komunię świętą.

Pierwszy raz o kobietach „szafarkach” słyszałam w Lublinie. Było to za czasów nieżyjącego bp. J. Życińskiego, więc szczególnie mnie to nie zdziwiło.

Parę miesięcy temu na zaprzyjaźnionym blogu (http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2012/06/13/zuchwalosc-w-czestochowie/) pojawiała się refleksja kapłana rzymskokatolickiego na temat  zuchwałości sióstr, rozdających Komunię święta w kościele rektorackim w Częstochowie. Praktyka ta istnieje po dziś dzień.

Że też tym siostrom ręka nie zadrży, napisał ze zdziwieniem kapłan. A dlaczego miała by im ręka zadrżeć, jeśli nie drży im serce, jeśli dusza ich nie boleje? Nie wiem jaka jest ich wiara – jedno jednak wydaje się pewne, że (tak jak pisze zaprzyjaźniony kapłan) dają one wyraz ogromnej pychy i lekceważenia Najświętszego Sakramentu. Widać biedne siostry uwierzyły banałom o samorealizacji i o tym, że one niosą pomoc Kościołowi. Biedne oszukane kobiety, które zapomniały jakie jest ich powołanie zakonne. Biedne kobiety, które nie wiedzą co godzi się kobiecie i co nie. Biedne zakonnice, które zamiast oddawać cześć Najświętszemu Sakramentowi mniej lub bardziej świadomie Go poniżają!

Artykuł ten zatytułowałam: Nadużycia przy rozdawaniu i przyjmowaniu Komunii świętej. Dotychczas mowa była o nadużyciach przy rozdawaniu. Wypada teraz parę słów powiedzieć o przyjmowaniu Komunii Świętej z rąk „szafarzy”. 

Otóż w ogóle nie wolno przyjmować Komunii z ich rąk. Jeśli obecni są szafarze należy ich omijać i przyjmować Komunię św. tylko z rąk kapłana (ew. diakona). Nie możemy stawać się wspólnikami w obrażaniu Pana Jezusa, nie możemy godzić się na to, by działać na szkodę Kościoła. Jeśli nawet uda się nam przekonać kogoś z szafarzy, że jego funkcja jest szkodliwa, to i tak będzie za mało. Wydaje się dużo łatwiej rozmawiać i uświadamiać liczną rzeszę znajomych, tłumaczyć im jakie są niebezpieczeństwa dla wiary, jak bardzo przyczyniają się do spadku powołań tym, że przyjmują Komunię od „szafarza”.

Jeśli w czasie Mszy św. Kapłan nie rozdaje Komunii, należy po skończeniu pójść do zakrystii i poprosić o udzielenie Komunii. Jeśli i takiej możliwości nie ma – należy przyjmować Komunię świętą duchowo.

Więc należy rozmawiać z wiernymi. Większość ludzi przyjmuje za dobrą monetę to, że proboszcz lub inny kapłan pozwala „szafarzowi” udzielać Komunii. Ksiądz u nas jeszcze cieszy się szacunkiem i autorytetem, więc wierni myślą, że jeśli on pozwala, to chyba wszystko jest w porządku.

Posłużę się pewnym przykładem z życia. Rozmawiam z bardzo pobożna osobą, mieszkająca w Częstochowie. Powołuję się na fakt, że w kościele rektorackim siostry rozdają Komunię. Moja znajoma o tym wie, w tym kościele bywa i nie ma oporów co do tego faktu. Przyjmuje to jako coś, co jest normalne, bo to przecież kościół rektoracki, tam na pewno wiedzą co i jak ma być. Otóż – być może wiedzą co i jak ma być. Ale robią tak, jak nie powinno być. I robią to świadomie! I prowadzą dusze na manowce.

I ostatnia uwaga. Dokument KEP o nadzwyczajnych szafarzach stwierdza: Szafarz nadzwyczajny podczas pełnienia tej posługi w czasie Mszy św. winien być ubrany w albę, a jeśli trzeba przepasany cingulum. Pełniąc swą posługę poza Mszą św., może nosić zwykłe ubranie. Siostry zakonne spełniają posługę nadzwyczajnego szafarza w swoim stroju zakonnym, a osoby życia konsekrowanego w swoim stroju.
Podejmuje ten wątek ze względu na to, że strój może pomylić wiernych. Może się wydawać, że mężczyzna w albie jest jakimś duchownym, więc należy szczególnie uważać kto rozdaje Komunię św. Co do sióstr – rozróżni się według płci (i należy unikać za wszelka cenę! przyjęcia Komunii od nich). A osoby życia konsekrowanego – mogą to być bracia zakonni w habitach – trudno dla zwykłego wiernego odróżnić czy to nie jest przypadkiem ksiądz, który zapomniał stuły. A panie konsekrowane chodzą w ubraniach świeckich – więc tylko płeć staje się wyznacznikiem. I niedługo nie będziemy wiedzieli czy to osoby konsekrowane („lepsze” do rozdawania Komunii), czy inne panie – odpowiednio dobrane.

Kto ma jakieś wątpliwości niech sobie obejrzy na serwisie you-tube filmiki z różnych krajów i kościołów.  Przekona się, że groza wieje i że nas czeka to samo, co od dawna zniszczyło kościół w innych krajach. Chyba że będziemy się modlić i działać. Uświadamiać wszystkich, do których mamy dostęp i nie dopuszczać do tego, by szafarze czuli się potrzebnymi. Samym szafarzom można między innymi polecić pewne forum, na którym się wypowiadają małżonki szafarzy – może to im otworzy oczy na niektóre zagadnienia. (http://www.netkobiety.pl/t23660.html)

Więc przeciwstawmy się niszczeniu wiary, protestantyzacji Kościoła i pamiętajmy słowa Stefana kard. Wyszyńskiego: Jedna kobieta w prezbiterium udaremnia 40 powołań kapłańskich z danej parafii. A odnosi się nie tylko do ‘szafarek”, ale i do wszystkich „lektorek” i „kaznodziejek”. Ale to już inny temat.

24 września 2012

 

Dodaj komentarz

Filed under Rozważania

Dlaczego nie klękamy?

(zamiast komentarza do artykułu S. Krajskiego „Klękajmy przed Bogiem” – http://kukonfederacjibarskiej.wordpress.com/2012/07/15/klekajmy-przed-bogiem/)

To, że Komunię świętą należy przyjmować zawsze na kolanach nie powinno być w ogóle kwestionowane. Przed Bogiem należy się ukorzyć, klęknąć, oddać Mu chwałę. Szczególnie w momencie, gdy On przychodzi do nas, gdy zniża się do tego, by z nami się połączyć. Dlaczego więc nie klękamy, gdy przyjmujemy Komunie św.? Przecież jeszcze nie tak dawno wszędzie klękano do przyjęcia Komunii św. Chwalebny ten zwyczaj utrzymał się obecnie w bardzo niewielkiej liczbie kościołów.

Wydaje się, że jest kilka powodów. Uczono nas przez wiele, wiele lat, że należy iść do Pana z godnością i procesyjnie, bowiem w ten sposób wyrażamy swoja gotowość do podjęcia drogi chrześcijańskiej, świadczymy o tym, że jesteśmy pielgrzymami do Nieba, idziemy wspólnie, razem do Boga. Teologia ta nie jest zasadniczo błędna, choć nie uwzględnia wszystkich aspektów przystępowania do Komunii świętej.  Teologia – teologią, a praktyka – praktyką. Praktyka zaś ukazuje wszystkie mankamenty procesyjnego podchodzenia do komunii. Jest to  zasadniczo podchodzenie w kolejce, które często wygląda bardzo różnie. Ludzie klękają przed plecami poprzednika, co czasami powoduje zmieszanie w kolejce. Nie bardzo wiadomo komu oddają cześć. Gorzej jest na mszach dla dzieci – dzieci często się przepychają i rozmawiają, upominają się nieraz wzajemnie, by wypluć gumę!, odchodzą rozmawiając. Najgorzej jest jednak na mszach uroczystych, w których uczestniczy wielka liczba ludzi. I to niezależnie od tego czy są to msze polowe czy w świątyni – zawsze jest bardzo źle. Księża przepychają się przez tłum, tłum napiera na księży. Księża podają komunię tym z przodu tłumu i tym z tylu. Nie ma żadnego skupienia, żadnego momentu adoracji w czasie przyjmowania komunii. Widziałam (nie wymyślam, widziałam!) księdza, który chodził po ławkach, trzymając w jednym ręku puszkę z komunikantami. Młody i sprawny – jakoś się nie potknął, ale to nie zmienia faktu, że Panu Jezusowi szacunku żadnego nie okazano. Widziałam wielokrotnie jak upadają partykuły – przecież na mszach z taką ilością ludzi raczej nie pamięta się o patenach. A gdyby ludzie mieli podejść spokojnie do księży rozdających komunię, uklęknąć i w spokoju odejść, to nie byłoby bałaganu, nie byłoby przepychanki i co najważniejsze – nie byłoby obrazy Chrystusa Pana. Jednak nauczono nas podchodzić w kolejce (procesji) i nie zastanawiamy się nad tym. Przecież księża tak uczą – więc musi tak być dobrze.

My – wierni jesteśmy jak owce. Tak nauczał Pan Jezus i wbrew temu, co twierdzą niektórzy egzegeci, nauczał tak nie dlatego, że ówcześni ludzie znali tylko życie pasterskie i inne przykłady byłyby dla nich niezrozumiałe, ale dlatego, że owce są na tyle głupie, że bez pasterza nie dadzą rady. Jeśli pasterz jest dobry, to i stado pójdzie we właściwym kierunku. A jeśli jest zły – stado łatwo stanie się łupem wilków. Pasterz zresztą nie koniecznie musi być zły. Może być tylko bezmyślny, może jego też tak nauczono, a on jest bezrefleksyjny. I jest przekonany, że nie ma nic lepszego niż procesyjne podchodzenie do komunii.

Wszystko ostatecznie zależy od pasterzy. Znam pewnego księdza, który prosi wiernych, by przyjmowali komunię św. na kolanach, o ile nie mają przeszkód zdrowotnych. No i raczej wszyscy przyjmują na klęcząco. Ale w tym samym kościele następnego dnia mszę św. odprawia inny ksiądz i staje z puszką nic nie mówiąc – wszyscy podchodzą „na stojąco”. A to są zawsze ci sami ludzie, którzy chodzą codziennie do kościoła. I w zależności od tego kto odprawia mszę św. w inny sposób przyjmują komunię.

Pasterze… Ale od kilku lat Najwyższy Pasterz daje nam przykład – komunię św. należy przyjmować na kolana. To dlaczego tak mało wiernych klęka?  Są dwa powody. Jeden – to zwyczajnie się wstydzą. Nie chcą się wyróżniać, boją się ludzkiej opinii. Parę razy zadano mi takie pytanie: Nie boisz się, że pomyślą, że jesteś wariatką? No jakoś się nie boję, ale faktem jest, że w każdej parafii jest jakaś osoba nie w pełni sprawna umysłowo i najczęściej taka osoba regularnie przystępuje do komunii na klęcząco. Ponieważ się nie boi i nie wstydzi.

Drugi powód to zrażenie się po kilku próbach. Albo ksiądz pominął, albo kazał czekać aż wszystkim innym rozda komunię, albo po prostu odmówił. (Kiedyś, gdy odczekałam aż wszyscy przyjmą komunię na stojąco i dalej klęczałam obok księdza, on się zwrócił do mnie i zapytał: „A pani na co czeka tutaj, na komunię?” Był to młody kapłan i chyba pierwszy raz się spotkał z takim „dziwolągiem”.) Więc ludzie się zrażają i nie próbują więcej.

S. Krajski proponuje, by się skrzyknąć i razem uklęknąć przed księdzem, tak by wymusić udzielenia komunii św. na klęcząco. Może to być skuteczne, tylko skąd znaleźć tylu chętnych. Kiedyś tak zrobiliśmy, było nas chyba sześć osób. Kapłan jednak stanął obok nas i rozdawał innym (na stojąco), w końcu się jednak zlitował i nad nami. Gdyby cały pierwszy stopień był zajęty klęczącymi, może sprawa wyglądała by inaczej…

Ostatecznie nic się nie zmieni, póki kapłani nie zaczną (za przykładem Ojca Świętego) udzielać komunii św. klęczącym i wyjaśniać wiernym, że powinni Bogu oddać należną Mu chwałę. Ale po czterdziestu kilku latach ruiny nie jest łatwo odbudowywać.

Nam zostaje modlić się do Matki Bożej za kapłanów i niezależnie od opinii ludzkiej przyjmować Chrystusa Pana na kolanach.

6 sierpnia 2012

Dodaj komentarz

Filed under Rozważania