Monthly Archives: Maj 2012

Hermeneutyka ciągłości – czyli o właściwej interpretacji nauki głoszonej z ambony.

Na samym początku swego pontyfikatu (22 grudnia 2005 r.) Ojciec Święty Benedykt XVI w mowie do członków Kurii Rzymskiej wyraził swoje życzenie, by wytyczne Drugiego Soboru Watykańskiego były interpretowane jednoznacznie w oparciu o hermeneutykę ciągłości. Przez następne lata kilkakrotnie nawoływał do tego – jeśli są jakiekolwiek wątpliwości należy je rozstrzygać za pomocą hermeneutyki ciągłości. Słowa Ojca Świętego odnoszą się oczywiście nie tylko do dokumentów VA II, ale i do wszelkich innych dokumentów czy wypowiedzi ostatnich lat.

Hermeneutyka ciągłości to zasadniczo interpretacja niejasności czy wieloznaczności teologicznych w świetle Tradycji, inaczej rzecz biorąc w świetle nauki Magisterium, poczynając od nauki Ojców Kościoła przez naukę Doktorów, dochodząc do określonych i ogłoszonych przez Kościół dogmatów. Trudna to sprawa, lecz ponieważ sam papież nawołuje do niej, to czuje się zobowiązaną spróbować odczytać pewne wypowiedzi teologiczno-pastoralne w świetle Tradycji.

Dlaczego czuję się zobowiązaną? Otóż ostatnio coraz częściej moi współbracia czy współsiostry ze świeckiej gałęzi Zakonu Kaznodziejskiego po kazaniach, konferencjach czy spotkaniach na rekolekcjach zaczynają pytać: czy ja dobrze słyszałem (słyszałam)?, czy on rzeczywiście powiedział to?, jak to jest, bo mnie uczono inaczej. Wydaje mi się więc słusznie pokazać na przykładach możliwość interpretacji niektórych wątpliwych wypowiedzi w świetle Tradycji.

Zaznaczam, że wszystkie cytowane przeze mnie przykłady (w tej i w kolejnej części tych rozważań) są albo spisane z taśmy, albo dokładnie notowane w trakcie kazania czy innej konferencji. Wpisuję je wytłuszczonym drukiem w cudzysłowie nie dodając nic od siebie (inne cytaty podaję kursywą). Wyrażenia, które spowodowały najwięcej dyskusji podkreślam. Pogrupowałam je w dwie grupy tematyczne dla własnej wygody:

I. Zadania świeckich:

1. „Mamy pokazywać, że Kościół jako organizm ma zaufanie do świata, a w szczególności do tego, że świat będzie zbawiony…”

Świat jest pojęciem niejednoznacznym. Jednakże w teologii, mówiąc „świat”, mamy na myśli ten świat, który nie poznał  Słowa (por. J 1,10). Powstaje więc pytanie – jak możemy mieć zaufanie do tego świata? O co chodzi z tym zaufaniem? Czy można zaufać światu, który jest wrogi człowiekowi, wrogi Chrystusowi, wrogi Kościołowi? Na pewno nie można. Można jednak, mieć zaufanie do Boga, który pragnie zbawienia każdego człowieka. Co do „zbawienia świata”, chyba należy rozumieć to w myśl słów Credożycie wieczne w przyszłym świecie. Ten przyszły świat jednak ma się różnić od obecnego.

2. Myśl o zaufaniu do świata jednak się powtarza. Zacytuję więc jeszcze jeden fragment w trochę innym kontekście (chodziło o pielęgnowanie w sobie ducha pokuty):

„Ile razy Zakon stawał się właśnie takim „od pokuty”, a zwłaszcza Trzeci Zakon, ja myślę, że to było w celu podkreślenia tego punktu, by podkreślić, że my musimy mieć zaufanie do świata, gdzie ufamy Bogu, który pragnie zbawienia tego świata.”

Nie można się dziwić, że członkowie Zakonu od Pokuty (czyli Trzeciego Zakonu Dominikańskiego) czyją się zupełnie zagubieni po takiej nauce. Lecz słowa te należy interpretować w świetle Tradycji. W tym przypadku również tradycji zakonnej. Właśnie świecka gałąź Zakonu Kaznodziejskiego powstała jako Zakon Pokutny, członkowie którego mają przez wyrzeczenia, ofiary i modlitwy pokutować za grzechy świata, czyli podejmować dzieło ekspiacji, włączając się w Ofiarę Chrystusa Pana. Słowa powyżej zacytowane nie można potraktować jako zachętę do zaufania światu, który (według określenia bł. Jana Pawła II) rozwinął w sobie cywilizację śmierci. Należy je odczytać w świetle dalszej części wypowiedzi:

3. „My głosimy tego Pana, który zdecydował pewnego dnia, żeby swoje własne przeznaczenie związać z przeznaczeniem ludzkości na dobre i na złe, za to co słuszne i za to co niesłuszne, z tym co doskonałe i niedoskonałe. On, który był jedynym bezgrzesznym. My mamy przez nasze przepowiadanie wchodzić w tę tajemnicę i tą tajemnicę mamy głosić. Dlatego myślę, że warto zrobić pewien ruch od pokuty do miłości i zaufania.

Nie będę się zatrzymywać teraz na pierwszym fragmencie tej wypowiedzi (o przeznaczeniu Chrystusa Pana). Skomentuję tylko ten drugi – o przejściu z pokuty do miłości i zaufania. Jestem przekonana, że chodzi tu o miłość do ludzi, którzy są uwikłani w świat, ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że w ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata, trwać będzie do ostatniego dnia. (Gaudium et spes, 37).

Posłuchajmy co o tym świecie w kontekście zbrodni przeciwko życiu mówił Jan Paweł II:

Pilnie potrzebna jest wielka modlitwa za życie, przenikająca cały świat. W ramach specjalnych inicjatyw oraz w codziennej modlitwie niech każda chrześcijańska wspólnota, każdy ruch i stowarzyszenie, każda rodzina i każdy wierzący zanoszą żarliwe błaganie do Boga, Stwórcy i Miłośnika życia. Jezus pokazał nam, że modlitwa i post to najważniejsza i najskuteczniejsza broń przeciw mocom zła (por. Mt 4, 1-11), i pouczył swoich uczniów, że niektóre złe duchy można wypędzić tylko w ten sposób (por. Mk 9, 29). Zdobądźmy się zatem na pokorę i odwagę modlitwy i postu, aby sprowadzić moc z Wysoka, która obali mury oszustwa i kłamstwa, zasłaniające przed oczyma wielu naszych braci i sióstr niegodziwość czynów i ustaw wrogich życiu, i wzbudzi w ich sercach postanowienia i zamiary inspirowane cywilizacją życia i miłości (Evangelium Vitae, 100).

Jest niewątpliwie, że Papież mówiąc o modlitwie i o poście ma na myśli akty przebłagalne i ekspiacyjne. Oczywiste jest, że nie można ograniczać ich wymiaru tylko do ekspiacji za grzechy przeciwko życiu, jest tak wiele (niestety) innych grzechów, które współczesny świat nie tylko toleruje, ale i (by posłużyć się modnym słowem) promuje. Jak więc rozumieć naukę o „zmianie od pokuty do miłości i zaufania”.  Otóż – wydaje się chodzi o to, że pokuta ma być z miłości do ludzi, nie do świata, nie do siebie jako do dobrego pokutnika, a zaufanie ma oznaczać zaufanie do Boga, który przez swoje działanie jest obecny w świecie.

II. Treść głoszenia:

Powtórzmy najpierw myśl, która pojawiła się powyżej:

1. „My głosimy tego Pana, który zdecydował pewnego dnia, żeby swoje własne przeznaczenie związać z przeznaczeniem ludzkości na dobre i na złe, za to co słuszne i za to co niesłuszne, z tym co doskonałe i niedoskonałe.”

Trzeba dobrze się zastanowić jak rozumieć słowo przeznaczenie. Czy jako los, dola, nieodwołalna konieczność? Nie może to odnosić się do Chrystusa Pana, bowiem mówi On o sobie: Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. (J 10, 17-18). Chrystus Pan złożył Ofiarę na Krzyżu, by to co niesłuszne mogło zniknąć, a niedoskonale przemienić w doskonałe. Nie łączył się z tym co niedoskonałe, tylko złożył Ofiarę ekspiacyjną.

2. „Dzisiaj wszystkie kościoły, także wszystkie szkoły myślenia starają się samych siebie promować, jako tych, którzy w najlepszym, najwyższym stopniu posiedli prawdę. Kiedy nasz Pan chciał, byśmy to lepiej zrozumieli, że On właśnie był Prawdą, On nie ogłosił, że On jest tym jednym, jedynym co ma coś do powiedzenia dla innych, jedynym, który ma prawo sądzenia innych. On nawet pozwolił na to, by być poniżonym przez innych. I to jest ta szkoła, w której mamy się uczyć.”

Oczywiste jest, że i tę naukę należy interpretować w „duchu ciągłości”. Bo gdybyśmy nie zrobili takiej interpretacji moglibyśmy uważać, że z ambony padło powtórzenie opinii Loisy’ego, potępionej przez św. Piusa X, mianowicie: Kiedy Jezus spełniał swoje posłannictwo nie mówił w tym celu, aby pouczyć, że jest Mesjaszem, a Jego cuda nie miały na celu udowodnienia tego (por. Breviarium Fidei, wyd. z 1988 r., VI, 55)

Myślę, że wszystkie wątpliwości związane z tym, jakoby Chrystus Pan nie wymagał głoszenia Ewangelii, jako jedynej zbawczej nauki lub nie mówił o tym, że jest jedynym Sędzią czy przyzwalał na głoszenie innej religii należy rozwiązać w myśl nauki, wyrażonej w Deklaracji Dominus Jesus:

Powszechna misja Kościoła rodzi się z nakazu Jezusa Chrystusa i urzeczywistnia w ciągu wieków przez głoszenie tajemnicy Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego oraz tajemnicy wcielenia Syna jako wydarzenia niosącego zbawienie całej ludzkości. (DI 1)

Jest tu odniesienie do Trójcy Przenajświętszej i do Tajemnicy Wcielenia. Jak mówi św. Paweł: On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci. (Flp 2, 6-8)

3. „W Kościele Katolickim mamy czasem taka pokusę, uwierzyć w to, że my wiemy dobrze jak inni powinni myśleć, jak mają żyć, co mają mówić i z kim mogą mieszkać. … nie chcę być tym, który uważa się za tego, który posiada prawdę . Jest tylko jedna jedyna prawda, On jest Prawdą. Nie doktryna jest prawdą, nie książka, nie ideologia, ale Ktoś jest prawdą.

Ponieważ powyższe słowa padły z ambony dominikańskiej, w naszym środowisku doszło do burzliwej dyskusji. Pytano jak to jest, że kaznodzieja nie posiada prawdy? Czy on chciał powiedzieć, że nie zna prawdy, czy że Prawda nie jest poznana przez Kościół? Przecież Kościół Katolicki posiada całą Prawdę, a Zakon Kaznodziejski ma zawołanie Veritas, czyli Prawda. I co kaznodzieja miał na myśli mówiąc, że doktryna nie jest prawdą?

Przypomnijmy sobie, że wszystko musimy interpretować w oparciu o hermeneutykę ciągłości. Nie może być więc mowy o tym, że doktryna nie jest prawdą. Przecież mówi Konstytucja dogmatyczna O Wierze Katolickiej (Sobór Watykański I):

Nauka wiary objawiona przez Boga nie została podana jako filozoficzny twór, który może być udoskonalony przez umysł ludzki, ale jako Boski depozyt przekazana jest Oblubienicy Chrystusowej , aby jej wiernie strzegła i nieomylnie wyjaśniała. Dlatego zawsze należy się trzymać takiego znaczenia świętych dogmatów, jakie raz określiła  święta Matka Kościół i nigdy nie wolno od tego znaczenia odstępować pod pozorem i mianem głębszego pojmowania. (por. Breviarium Fidei, wyd. z 1988 r, II, 45)

Więc w świetle tej Konstytucji staje się jasne, że kaznodzieja miał na myśli to, że nauka Kościoła nie jest filozoficznym tworem (ksiązką, ideologią), a właśnie zbiorem świętych dogmatów, określonych przez Kościół, podanych do wierzenia. Inaczej rzecz biorąc  jest tylko jedna jedyna Prawda. Prawdą jest Chrystus, który ustanowił swój Kościół, by w powszechnym nauczaniu zwyczajnym lub uroczystym przekazywał doktrynę zawartą w objawieniu Bożym.  

Starajmy się więc nauki głoszone z ambony interpretować zawsze w świetle tradycji.

30.05.2012


Dodaj komentarz

Filed under Rozważania

Niepokojący Pomnik (Pomnik Smoleński w Rembertowie)

Do napisania tego artykułu zabierałam się bardzo długo. Zastanawiałam się jak go napisać, by nie urazić uczuć Rodzin tych, co zginęli w tzw. „katastrofie smoleńskiej”.

Na początku chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że uważam, że tym, co zginęli 10 kwietnia 2010 roku należy się Pomnik i to Pomnik godny, wyrażający cała prawdę o zamachu. Taki pomnik powinien stanąć w Warszawie w pobliżu Pałacu Namiestnikowskiego, a przed Pałacem powinien wrócić Krzyż. Ale na taki Pomnik to chyba jeszcze za wcześnie, nie znamy bowiem prawdy o „katastrofie”. Na Krzyż jednak nigdy nie jest za wcześnie i nigdy nie jest za późno, więc powinien on jak najrychlej wrócić na swoje miejsce. Tymczasem powstało kilka pomników czy płyt pamiątkowych, które upamiętniają 10 kwietnia, ale nie odnoszą się do prawdy o „katastrofie”. I to jest właśnie bardzo niepokojące.

Pomnik Smoleński w Rembertowie przy kościele Matki Bożej Zwycięskiej odsłonięto 14 kwietnia 2012 r. Oczywiste jest, że należy się uznanie ks. Proboszczowi za zainicjowanie upamiętnienia ofiar zamachu. Ale niestety – pomnik ten dostarcza wiele powodów do niepokoju.

Twórcą pomnika jest prof. Cz. Dźwigaj. Sam ten fakt zdecydował o tym, że pojechałam do Rembertowa by obejrzeć i sfotografować pomnik z bliska. Miałam nadzieję, że tym razem prof. Dźwigaj się ustrzegł wprowadzania masońskich symboli, ale niestety – widać pan profesor musi wyrazić swoja tożsamość w każdym swoim dziele.

Zacznijmy od formy pomnika – nie jest to krzyż, choć niektórzy chcą się dopatrzeć krzyża. Bardziej jest to skrzydło samolotu, jakiś wrak, symbol mało określony. Zostańmy przy interpretacji złamanego skrzydła, ponieważ odpowiadałoby to posadzonej obok brzózki, wkomponowanej w całość pomnika. I ta brzózka jest pierwszą rzeczą,, która niepokoi ludzi odwiedzających  pomnik. Póki tam byłam, kilka osób pytało się po co ta brzózka, kilka było wręcz oburzonych. I nic dziwnego, bowiem posadzenie brzózki jest akceptacją kłamstwa. Kłamstwa, które służy do wmawiania nam, że zwykła brzoza była w stanie zniszczyć ogromny samolot, łamiąc mu skrzydło. Choć tym razem brzózka może okazać się pożyteczna, bowiem brzoza to drzewo szybko rosnące i ponadto potrafi wytwarzać odrośla z pnia, więc może szybko zakryje ten pomnik.

Pomysł pomnika nie jest samodzielny. Niewątpliwie Cz. Dźwigaj czerpał z pomysłów M. Biskupskiego, którego Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, stojący w Warszawie u zbiegu ulic Muranowskiej i Andersa jest pomnikiem genialnym, wzruszającym, mówiącym, oddającym prawdę. Podobieństwo do „Wagonu” rzuca się natychmiast w oczy. Słyszałam tego typu komentarze: Ten mu się nie udał. Tamten przy Muranowskiej jest bardzo dobry, a ten to chyba w pośpiechu robił. Kilku osobom udało mi się wyjaśnić, że kto inny robił słynny „Wagon”, a kto inny ten pomnik w Rembertowie.

Pomnik Dźwigaja łączy w sobie dwa wydarzenia – Smoleńsk i Katyń.  Po prawej stronie, na wyższym fragmencie „skrzydła” jest symbolika Smoleńska, po lewej na niższej – Katynia.

Po „stronie Katyńskiej” jest Matka Boża, podtrzymująca rozstrzelaną głowę polskiego oficera. Ma się to kojarzyć z Matka Boża Katyńska. Ale… Ale, dlaczego Matka Boża ma zamiast aureoli sierp? I dlaczego Jej twarz jest taka złośliwa? I dlaczego po Jej prawej stronie jest odwrócony krzyż?

Co ma oznaczać ten sierp? Czyżby znowu poniżanie Matki Boskiej? Czy nie starczy monumentów na Matysce, gdzie Matka Boża doznała ogromnego znieważenia?

Sierp nad głową Matki Bożej, pochylającej się nad polskim oficerem można odczytać jednoznacznie: komunizm w Katyniu zwyciężył Matkę Boża! Jest to straszliwa obraza Tej, która jest Królową Polski i Królowa świata!

Poniżej zupełnie niezwiązana z postacią oficera zwisa ręka. Spotkałam się w Internecie z opinią, że jest to ręka tegoż oficera, lecz „za bardzo wyrzucona na boki”. Jednak Autor tej opinii nie zdawał sobie sprawę z tego, że tak ułożona ręka jest symbolem ucznia masońskiego, tego nieszczęśnika, który nie doszedł do wyższych stopni. By nie było wątpliwości co do tego, włożono do tej ręki różaniec! Spotykamy to samo, co już znamy z Matyski – wierzący, chrześcijanin, katolik, to nieudacznik, nic dziwnego, że spotkała go haniebna śmierć. (Zresztą nad tą ręką jest jeszcze jeden odwrócony krzyż.)

Spójrzmy teraz na stronę „smoleńską”. Biało-czerwona szachownica ma obrazować lot polskim samolotem, co nawiązuje też do już wspomnianej brzozy.

Nad tym „skrzydłem” siedzi (nie unosi się) orzeł. Orzeł – symbol naszej państwowości ma jedno przetrącone skrzydło! Drugie, to nad napisem Smoleńsk jest całe, ale ptak z jednym skrzydłem nie jest już zdolny do lotu. Wymowa jest jasna: Orzeł nie poleci, Polska – tak samo – nie podniesie się po „katastrofie smoleńskiej”. Dla Cz. Dźwigaja jest to jasne – Orzeł to zaledwie „uczeń” – ma takie same kołki na głowie jak Pan Jezus na Matysce. A uczeń nie ma szans –  jest skazany na łaskę i niełaskę masonerii.

Tak to widzi Cz. Dźwigaj, lecz zapomina, że Naród Polski ma w sobie wiele sił i Jeszcze Polska nie zginęła…

Tak wygląda pomnik „z przodu”, ale ma przecież on jeszcze i tylna część. Tam w gąszczu kresek, czasami układające się w krzyże pojawiają się dłonie. Same dłonie, trzymające się tych linii. Jest ich dziewięć. Tyle samo ile na stacji VII Drogi Krzyżowej na Matysce.  Zbieg okoliczności? Liczba dziewięć ma wiele znaczeń symbolicznych, ale pamiętajmy, że w symbolice masońskiej należy do najważniejszych licz. Dlaczego występuje ona na tym pomniku trudno ocenić. Może to stopień w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym? (Dziewiąty stopień to rycerz – mistrz wybrany z dziewięciu.) A może chodzi o symbolikę numeryczną czy wprost okultystyczną?

Wspomnijmy na marginesie, że pomysł bezbronnych dłoni oderwanych od ciał  pojawił się pierwszy raz w projekcie Maksymiliana Biskupskiego. Była to propozycja obelisku na którym miało być 96 dłoni – liczba odpowiadająca ilości ofiar

Na tym można by było zakończyć rozważania o Niepokojącym Pomniku. Jednak uważam, że należy dodać jeszcze coś  – moim zdaniem niezmiernie istotnego. Otóż na Jasnej Górze 3 maja b.r. poświęcono Epitafium Smoleńskie. Nie widziałam go w rzeczywistości (nie omieszkam przy pierwszej okazji bytności na Jasnej Górze obejrzeć go dokładnie). Jednak z tego co czytam i widzę na zdjęciach jest na nim wyraźnie utrwalone kłamstwo o brzozie, lasku brzozowym i rozbicia się samolotu z powodu utrącenia skrzydła.  (http://jasnagora.com/galZdjecMiniNews.php?ID=7233&idz=4) . Jest to kolejny niepokojący sygnał – zaczynamy utrwalać na pomnikach kłamstwo, uciekamy od prawdy, śpieszymy się z postawieniem pomnika, tablicy, epitafium.

Naprawdę lepiej poczekać z pomnikami, póki nie poznamy prawdy o zamachu. Nie oznacza to by nie upamiętniać ofiar i samego zamachu. Zawsze można (i należy) postawić krzyż, symbol miłości Boga i pod tym krzyżem wypisać imiona wszystkich ofiar. Tych, o których wiedzieliśmy, że byli niewierzący też. W swej ostatniej chwili niezależnie od swojej wiary czy niewiary spotkali się z Bogiem. Być może wtedy powiedzieli Mu „tak”, być może powiedzieli Mu „nie”. My tego nie wiemy. Dlatego stosowne jest stawianie Krzyży przy których można się pomodlić za wszystkie ofiary. Nie ma wtedy zgody na kłamstwo smoleńskie, bo Krzyż jest sama Prawdą.

Maria Kominek OPs

19 maj 2012

 

Dodaj komentarz

Filed under Publicystyka