Od pogaństwa do cywilizacji śmierci

Na spotkaniu pewnej bardzo pobożnej grupy z ust młodego człowieka padło zadziwiające stwierdzenie, które można streścić mniej więcej tak:

Istotną sprawą w życiu chrześcijańskim jest stosować i głosić zasadę „w zdrowym ciele – zdrowy duch”.

Zaskoczyło mnie to bardzo i zaczęłam się zastanawiać czy zasadę tę młody człowiek wyniósł z domu, czy aby nie z jakiegoś duszpasterstwa. Zdecydowałam więc, że tak czy inaczej „w imię miłości chrześcijańskiej” należy sprawę wyjaśnić. No i tu się zaczęło…

Gdy zwróciłam uwagę, że tak sformułowana zasada jest całkowicie pogańska i od dawna jako taka odrzucona przez chrześcijaństwo, okazało się, że większa część pobożnych pań i panów jednak uważa, że ja jestem w błędzie, że należy o to zdrowe ciało się starać jak najbardziej, ćwiczyć, gimnastykować i w ten sposób utrzymywać w sobie zdrowy duch. Spotkałam się z tak ogromnym (i niespodziewanym) sprzeciwem, że zdecydowałam nie odzywać się dalej, ale jednak napisać parę słów. Bo być może ktoś z moich Czytelników spotka się z tym samym problemem, a może być też tak, że wpajana od lat maksyma zapadła w pamięć i nie zdajemy sobie sprawę z tego, że jest ona pogańska. Nie tylko z racji swego pochodzenia, ale również i w formie najbardziej znanej. Więc po kolei:

Mens sana in corpore sano ( w zdrowym ciele – zdrowy duch) pochodzi z Satyr Juwenalisa (X, 356) i ma znaczenie magnum bonum est czyli jest wielkim dobrem. Spotykamy się także z wyrażeniem Orandum est ut sit mens sana in corpore sano, które może być rozumiane dwojako.  Najpierw w sensie ściśle rzymskim – orandum est (należy modlić się) – czyli wyjaśnić bogom, że jest bardzo pożądane, by w zdrowym ciele był zdrowy duch. I w sensie chrześcijańskim – modlić się o zdrowie i o zdrowego ducha. Ta druga jednak formuła jest nieznana i zawsze cytuje się tylko „w zdrowym ciele – zdrowy duch”.

Na długo przed Juwenalisem w starożytnej Sparcie stosowano zasadę mens sana in corpore sano. W naszej historycznej pamięci Spartanie najczęściej kojarzeni są z heroiczną bitwą pod Termopilami.  Podziwiamy ich (i słusznie w tym aspekcie) jako tych, którzy poświęcali się całkowicie ideałowi wielkości Sparty. Zapominamy jednak czasami, że ci, którzy tak mężnie walczyli, byli specjalnie wyselekcjonowani z wielu innych. A selekcja ta nie polegała na doboru zdolniejszych do żołnierki, a na wyeliminowaniu słabszych. Uważano, że słabowite dzieci nie nadają się na wojowników ani na matki, więc porzucano je w górach lub strącano ze skały. Takie praktyki legły u podstaw wychowania spartańskiego, skutecznego, ale i bardzo okrutnego.

Starożytny Rzym chwalił cnoty Spartan i gotowość ich poświęcenia w obronie ojczyzny, chwalił wychowanie spartańskie, ale nie przejął ten model, bo uważał go za niepraktyczny. I słusznie – bo model ten doprowadził do takiego zmniejszenia się populacji rodowitych Spartan, ze ostatecznie ich liczba spadła do 100! Tak procentowała zasada w zdrowym ciele zdrowy duch!

Jasne jest, że chrześcijaństwo nie mogło zaakceptować takiej zasady. Przez całe wieki nie wspominano o niej, aż w czasach nowożytnych spotykamy ją u J. Locke’a, Rousseau i Komeniusza. Spotykamy ją i w dwudziestym wielu u Hitlera, Mussoliniego i Makarenki.

W czasach komunistycznych wpajano tę zasadę każdemu dziecko. Starsze osoby pamiętają, na jak poczesnym miejscu była gimnastyka. Miała ona sens wielowymiarowy – nie myśleć, ćwiczyć, być zdrowym. (Spotykamy ten wątek w Orwellowskim „1984”). Zacytujmy urywki wiersza Włodzimierza Wysockiego:

Wdech głęboki, ręce szerzej,
i nie spieszyć się: trzy, cztery!
Z animuszem, gracją i plastyką.
O, ogólnie wzmacniająca,
rano świetnie wzbudzająca,
oczywiście, jeśli żyjesz, gimnastyka.

Drodzy Państwo, w swych mieszkaniach
proszę kłaść się na dywanach,
wykonywać nowe polecenia.
Przywykniecie do nowości
– o nie, żadnych wpływów obcych! –
wdech głęboki, aż do zatracenia!

 Hej! Rozmowy zabronione!
Więcej skłonów, więcej skłonów…
No, nie bądźcie smutni, zasępieni…
Cytuję Wysockiego, ponieważ on bardzo dobrze ukazywał różne aspekty działania systemu zbrodniczego komunizmu – w tym przypadku właśnie używania sportu do ogłupiania i uzależniania ludzi.

No i wreszcie – jak wygląda obecnie spełnianie zasady „w zdrowym ciele – zdrowy duch”? Dla przykładu: w tzw. drugim etapie edukacyjnym, czyli dla klas IV- VI szkoły podstawowej (na trzy kolejne lata) przewidziane jest 510 godzin lekcyjnych na j. polski, 130 – na przedmiot historia i społeczeństwo i 385 na wychowanie fizyczne. Taki stosunek procentowy nie jest nowością. Od lat WF króluje w szkołach przy aprobacie nie tylko nauczycieli, ale i rodziców. Wszystkim wmówiono, że dla zdrowia należy  ćwiczyć, a kto by chciał, by jego dziecko było chore. A jak będzie zdrowe, to i duch jego będzie mocny, zdrowy itd. I jakoś prawie nie słychać protestów rodziców i nauczycieli (z wyjątkiem kilku chlubnych przykładów) przeciw nadmiernemu rozbudowaniu planu o WF przy jednoczesnym zabieraniu godzin historii i j. polskiego. A w latach Solidarności (raczej w tych kilku miesiącach) udało się wywalczyć choć tę jedna godzinę historii dla szkól zawodowych i kilka dodatkowych dla liceów.

I tak kult ciała stal się kultem dominującym i co gorzej dominującym również w środowiskach katolickich. Zakony wprowadziły do swoich wnętrz siłownie! (nie duchowe, a mechaniczne!), zakonnice również ćwiczą, rekolekcje duchowe z ćwiczeniami fizycznymi, z odchudzaniem, z „postem oczyszczającym”, z postem Daniela, z postem św. Hildegardy… Nie da się wszystkiego wymienić. Kult ciała jest wszechobecny.

To jedna strona zagadnienia. Jest jeszcze inna, również wszechobecna i bardzo ponura:

Otóż na skutek kompromisu między Kościołem i Państwem mamy taki artykuł prawny:

Artykuł 4a. 1. Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerwania ciąży” mówi o warunkach w jakich może być dokonane przerwanie ciąży, wyłącznie przez lekarza gdy:

Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Prawdopodobieństwo chorego ciała jest powodem eliminacji człowieka. Być może Spartanie jednak byli bardziej ludzcy, bo czekali aż dziecko się urodzi, by zobaczyć czy na pewno to dziecko będzie chore?

A czy takie uregulowanie prawne jest w porządku?

Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego np. gwałtu.

Czy to dziecko jest winne gwałtu? Czy w ogóle ma jakąś winę? Chyba jednak jesteśmy gorsi od pogan!

No i wreszcie:

Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.

No tak – zdrowie jest ważniejsze niż narodzenie dziecka – tylko czy w zdrowym ciele matki, która zabiła swoje dziecko będzie zdrowy duch?

Takie mamy prawo w Polsce – mówi się, że jest ono mocno restrykcyjne i dąży się do jego zmiany. A w wielu, wielu innych krajach prawo pozwala na bezkarne zabijanie dzieci – wszystko jedno czy zdrowe czy chore.

W zdrowym ciele – zdrowy duch, więc należy eliminować chore ciała. Najlepiej, by ludzie to dobrze zrozumieli i poprosili o eutanazję. Starzy i obłożnie chorzy niech zrozumieją, że jak mają chore ciała, to nie mogą mieć zdrowego ducha, niech więc poddadzą się eutanazji.

I tak od niewinnie brzmiącej satyry Juwenaliusa dochodzimy do jej przemiany w obowiązującą maksymę. Maksymę, która legła w pewien sposób u podstaw cywilizacji śmierci.

29 września 2012

 

 

 

 

 

Reklamy

3 Komentarze

Filed under Polemiki

3 responses to “Od pogaństwa do cywilizacji śmierci

  1. Joanna

    Szanowna Pani,
    Przeczytałam Pani powyższy tekst na Bibula.pl do której codziennie zaglądam. Rozumiem jego generalne przesłanie aby nie ulegać kultowi ciała zapominając o duszy. Uważam natomiast, że przesadnie negatywnie Pani interpretuje wezwanie do zadbania o swoje ciało, które to jest wszak „świątynią duszy”.Wie Pani, ja bardzo rzadko coś komentuję w internecie ale Pani wypowiedź mnie nieco zbulwersowała.
    Mam 44 lata , jestem wdową z 2 córkami i niedawno zaczęłam chodzić na ćwiczenia na siłowni oraz jeździć na rowerze.W przeszłości też wędrowałam po górach, jeździłam na nartach, rolkach, łyżwach ale zawsze brakowało mi kondycji i nie mogłam w pełni nacieszyć się tymi sportami.Dopiero po krótkim czasie intensywniejszych ćwiczeń zauważyłam, że jestem zdrowsza, mam większą wydolność i lepszy nastrój-pogodniej patrzę w przyszłość.Jest to dla mnie ważne bo samotnie muszę stawić czoło życiu, przeżyłam wiele dramatów i rozczarowań.Mąż zmarł na nowotwór w wieku 41 lat, teść w tym roku na obturacyjną chorobę płuc w połączeniu z chorobą nowotworową i otyłością.Rodzice całe życie celebrują swoje choroby (tato-serce, mama-kręgosłup i inne) bo w kościele nauczono ich, że cierpienie uszlachetnia i jest się bliżej Boga.A jak Bóg dał to już nic nie da się z tym zrobić.Na tym wszystkim cierpię ja bo obsługując te wszystkie ciągle chore osoby nie mam czasu i siły mieć własnej pracy i dochodów (mam niską rentę rodzinną i resztkę oszczędności po mężu) i jestem w ciągłym roztrzęsieniu i zmagam się z tym samotnie, jeszcze będąc atakowana ze wszystkich stron (nie mam rodzeństawa, ani mąż nie miał,znajomi gonią za pieniędzmi oraz regularnie uczęszczają do kościoła ale żeby coś pomóc to zawsze nie mieli czasu).Mam koleżankę w moim wieku, samotną, z bardzo religijnej rodziny, która jest otyła, krytykuje wszystko co jest materialne bo ją obchodzi tylko to duchowe (wybiera się do klasztoru)-jest ciągłą pacjentką lekarzy wszelkich specjalności, zażywa różne leki ale o aktywności fizycznej,diecie i zadbaniu o siebie nie chce słyszeć, bo ona jest taka „duchowa” to się nie będzie takimi przyziemnymi sprawami zajmować przecież.
    Na moim osiedlu są ostatnio ogłoszenia o spacerach z kijkami-nordic walking, w pobliskim parku.Świetna inicjatywa, czasem też chodzę (ale rzadko) z córką z kijkami.Nie wiem gdzie tu jest zagrożenie i coś negatywnego-na łonie natury czuje się obecnośc Boga bardziej niż w ponurych gmachach wielkich budowli. Wszak to Jego stworzenie nas wtedy otacza…
    Ja zawsze interesowałam się naturalnymi sposobami leczenia organizmu-mam nawet dyplom studium tej specjalności (otaczali mnie sami chorzy,wśród nich ja też nie czułam się dobrze-chciałam im pomóc).Proponowałam ludziom różne metody aby poprawili zdrowie i walczyli z chorobami-ale niestety zamknięte umysły tych osób nie przyjmowały żadnych rad a nawet odpowiadały szyderstwem i kpiną-wiele z nich już nie żyje.
    Proponuję Pani kupić sobie kijki na Allegro za 7,50 sztuka i też wyruszyć na spacer-zwiększy się krążenie, oczyści organizm, poprawi nastrój i nie będzie już Pani widzieć tylko zagrożeń ale też pozytywne strony zadbania o swoje ciało.
    Ale żeby wywieść z hasła „W zdrowym ciele zdrowy duch” aż aborcję i eutanazję???To nadinterpretacja, mnie się zawsze to kojarzyło z ruchem, sportem,dobrym samopoczuciem.Bardziej przychylałabym się do interpretacji ,że w niezdrowym ,zgnuśniałym,otyłym,źle odżywionym ciele mieszka duch ponury, smutny, nie wielbiący radośnie Boga, nie widzący dla siebie perspektyw, rezygnujący z życia i kontaktów z innymi.A że cywilizacja śmierci jest lansowana przez niektóre środowiska-to fakt.Ale zgnuśnialcy i ponuraki nie będą mieli siły jej przeciwdziałać.A czy JP II może nie chodził po górach, nie pływał na wyprawy kajakowe, nie pływał w basenie itp.???To znaczy że będąc za aktywnością fizyczną był za cywilizacją śmierci???
    Tak refleksja mi się nasunęła,że chyba musi wymrzeć starsze pokolenie o dziwnej mentalności nic-nierobienia
    (w dużej mierze ukształtowanej przez Kościół)bo będzie jak Bóg dał i nic się nie da zrobić-żebyśmy byłi zdrowsi, lepsi dla siebie nawzajem, pogodniejsi i żeby w naszym kraju w końcu udało się przeprowadzić zmiany na lepsze dla wszystkich.Pozdrawiam!

  2. czytelnik

    Proponuję posłuchać tzw katolickich stacji radiowych z stamtąd aż bije pogaństwem. Żaden tzw redaktor muzyczny nie zada sobie trudu jakie treści emituje się na antenie stacji katolickich poprzez teksty piosenek. Młodzież zna języki obce i nie ma problemu z wyłapaniem tekstu. Szkoda że prowadzący stacje katolickie mają problem ze zrozumieniem np anglojęzycznych piosenek. I tak obok różańca i innych modlitw słyszymy teksty o „dupie Maryny” itp. P prostu żal……

  3. Krystian

    Witam serdecznie.
    Skupiłem się na pani opowieściach nawiązujących do pogaństwa. Moje stanowisko w tej sprawie jest następujące; Brak znajomości Nowego Testamentu(analiza i synteza metafor, anafor, itp).!!! Brak znajomości symboliki Kościoła Katolickiego łącznie z budowlami, nakryciami głowy , szatami i symbolami na nich!!!Brak znajomości wiedzy marketingowej (pozwoli poznać manipulacje stosowane przez KK)!!!Moim zdaniem ok. 80-90% świąt i obrzędów wykradli Poganom i zniszczyli ich. Proponuję obejrzeć film pt. AGORA, rewelacyjnie przedstawia fakty.
    Zapewne oceniłem Pani opinię surowo, lecz po przeczytaniu tego artykułu, bardzo mocno wieje nienawiścią do reszty ludzkiej populacji. Będąc w kościele i poza nim na co dzień, można zaobserwować ludzkie zachowania i wyciągnąć wnioski. Nasuwa się jedno podstawowe pytanie: dlaczego KK przez tyle wieków nie był i nie jest w stanie wprowadzić ładu i porządku w świecie(to oni dysponują od zawsze wiedzą, do której my nie mieliśmy dostępu).
    Dziwne, prawda? Potrzeba dużo czasu na przemyślenia, aby co nie co odsłonić.
    A tak na marginesie to ten krzyż Obok pani foto, jest trochę dziwny. Zachęcam jeszcze raz do zapoznania się z symboliką.
    Nawiązując jeszcze do sexu. Dlaczego słudzy „Boży” opowiedzieli i ustanowili grzechem coś co sprawia nam najwięcej radości i zadowolenia w ŻYCIU!!!
    Pozdrawiam Krystian.:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s