Monthly Archives: Listopad 2012

Jak rozmawiać z księżmi o sposobie przyjmowania Komunii świętej

Nie długo zacznie się okres wizyty duszpasterskiej, zwanej powszechnie Kolędą. W niektórych większych miejskich parafiach zaczyna się ona w grudniu, a nawet czasami trwa cały rok. Jest to niewątpliwie dobra okazja na rozmowy z kapłanem na temat sposobu przyjmowania Komunii św. Taką rozmowę musimy rozpocząć sami (mało prawdopodobnie, że ksiądz wybierze taki temat). Nie możemy dać się zbić z pantałyku, powinniśmy starać się do końca wyczerpać temat, pamiętając, że od nas też zależy i dobro dusz, i oddanie Bogu należnej My chwały.

Zaczynamy rozmowę na temat sposobu przyjmowania Komunii św., nawet jeśli my osobiście nie mamy z tym problemu, bo księża parafialni nas znają jako zwolenników postawy klęczącej i nie odmawiają nam udzielenia na kolanach. Dopominamy się o przywrócenie balasek lub (jeśli nowa architektura kościoła uniemożliwia wbudowanie balasek) prosimy o postawienie kilku klęczników przed stopniami do prezbiterium, co umożliwi nawet starszym lub schorowanym ludziom klęknięcie. Możemy się spodziewać różnych reakcji. Ksiądz może po prostu odmówić rozmowy na ten temat i odejść. Jeśli jednak mamy do czynienia z księdzem kulturalnym do rozmowy dojdzie. Nawet może się okazać, że wikary myśli tak jak my, ale się boi proboszcza lub że proboszcz myśli jak my, ale się boi biskupa. Jak postąpić w takim przypadku będzie jednak tematem osobnych artykułów.

Teraz bierzemy pod uwagę sytuację, kiedy ksiądz jest przeciwny klękaniu i będzie miał dla nas różne argumenty. I na te argumenty postaram się dać odpowiedź w kilku krótkich rozważaniach.

1. Predyspozycje wewnętrzne

Jeśli zależy nam na to, by Komunia św. była przyjmowana przez coraz to większą liczbę wiernych na klęcząco, musimy przygotować się na rozmowy z kapłanami. Należy wiedzieć o tym, że bardzo dużo kapłanów jest przeciwnych temu. Szczególnie kapłani średniego wieku. Mają oni wpojone, że postawa stojąca jest lepsza, bo wyraża pielgrzymowanie Ludu Bożego do nieba. Uważają, że postawa stojąca, połączona z procesją jest z jednej strony znakiem dążenia ku pełni świętości w Chrystusie, z drugiej zaś ukazuje świętość, w której już jako Lud Boży uczestniczymy.

Nie będę rozwijać tej myśli, bowiem wydaje się, że nawet dla człowieka mało zorientowanego w teologii jest jasne, że tu chodzi o pewną wizję Kościoła, o pewien sposób rozumienia roli Komunii św., sposób, który niestety daleko odbiega od tego, w co Kościół od początku wierzy.

A Kościół wierzy, że Komunia św. jest rzeczywistym, żywym, prawdziwym Ciałem Pana Jezusa. Więc gdy będziemy rozmawiać z kapłanami – nie dajmy się wciągnąć w dywagacje teologiczne, a od razu zacznijmy od faktu, że wiara nas poucza o rzeczywistej i prawdziwej Obecności Chrystusa Pana w Komunii św.

Oczywiście nie jest to argument wystarczający dla kapłana, który jest zwolennikiem przyjmowania Komunii św. procesyjnie i na stojąco. Taki kapłan prawie na pewno powie nam, że nie jest ważna postawa, ale ważna jest czystość serca. I że Pan Jezus widzi serce i zważa na serce człowieka. I że może być, że ktoś wygląda pobożnie, ale pobożnym nie jest i przyjmuje niegodnie Komunię św.

Takie argumenty najczęściej „stawiają nas pod ścianę”, bo i jak tu się temu sprzeciwić. Więc większość wiernych uznaje racje księdzu, który tak argumentuje i w sumie jest na pozycji przegranej. Dalej dyskusji nie prowadzi.

Ale te argumenty, choćby i słuszne, nie do końca są używane w sposób uprawniony.  A to dlatego, że podstawowy warunek przystąpienia do Komunii św. jest stan łaski uświęcającej. I niezależnie od tego jak wierny zamierza przystąpić do Komunii św. – na kolana, na stojąco czy nawet na rękę – nie może przystąpić, jeśli nie jest w stanie łaski uświęcającej (zakładamy, że wierny uczciwie robi sobie rachunek sumienia i nie ma grzechów ciężkich). Więc z założenia wszyscy przystępujący do Komunii mają czyste serca, czyli odpowiednią predyspozycję. Jeśli nie mają – nie wolno im przystępować. Więc ten argument o odpowiedniej predyspozycji jest po prostu chybiony. I to należy w jakiś sposób powiedzieć swemu współrozmówcy (księdzu).

Jeśli wszyscy mają (a już wiemy, że powinni mieć) odpowiednią predyspozycję – to postawa przyjmowania Komunii św. zaczyna mieć pierwszorzędne znaczenie. Dokładnie odwrotnie niż usiłują nam wmówić kapłani, którzy uważają, że komunia powinna być przyjmowana na stojąco (lub na rękę).

Obrazowo można kapłanowi pokazać to tak: Otóż Pan Jezus patrzy na idących do Komunii św. i widzi wszystkich właściwie przygotowanych. Jednak jedni z nich chcą Mu okazać szacunek i klękają przed Nim powtarzając ( w duchu) za św. Tomaszem Pan mój i Bóg mój, uznając Go swoim Bogiem, który się do nich zniża i chcę ich uzdrowić duchowo, podtrzymywać, karmić swoim Ciałem, a drudzy idą stanąć przed Nim jak równy z równym, bo dowiedzieli się swego czasu od swoich katechetów lub proboszczów, że postawa klęcząca to zabytek feudalny. I jeszcze inni idą bezmyślnie – nie rozważają dlaczego taka, a nie inna postawa – idą tak „jak wszyscy”.

Powiedzmy przy okazji naszemu księdzu, że nigdy nie było i nie będzie ideału. Nigdy nie było tak, by każdy był całkowicie świadomy jak wielką sprawą jest przystąpienie do Komunii św. Ale gdy wszyscy przystępowali na klęcząco nawet niewierzący, patrzący z boku wiedział, że tu dzieje się coś wielkiego. Ten sam niewierzący teraz, jak zobaczy kolejkę – nie będzie miał poczucia wielkości i sacrum, które zawarte jest w akcie przyjęcia Komunii św. Będzie widział coś bardzo codziennego, odartego od misterium.

Rozmawiajmy z księżmi. Naszym celem nie może być wywalczenia tylko dla siebie przywileju przyjmowania na kolanach. W imię miłości bliźniego musimy się starać by w każdym kościele przywrócono balaski i chwalebny zwyczaj przystępowania do Komunii św. na klęcząco.

2. Zarzut tradycjonalizmu

 Jak wspomniałam na początku, rozmowy z kapłanami nie będą łatwe. Jeden z trudniejszych do odparcia argumentów jest zarzut tradycjonalizmu. Określenie „tradycjonalizm” nabrało w ustach wielu współczesnych księży znaczenie pejoratywne. Tradycjonalista dla nich to ktoś, kto ma poglądy wsteczne, należy do bliżej nie określonego „Ciemnogrodu”, sprzeciwia się postępowi.

Nie raz zdarzało mi się być świadkiem takich rozmów. W chwili gdy padało określenie: „pan (pani) jest tradycjonalistą (tradycjonalistką)”, sprawa już była przegrana. Bo biedny wierny zaczynał się bronić, że on tradycjonalistą nie jest, że nie jest przeciw rozwojowi, że jest w zgodzie ze współczesnym światem. I nie miał jak się  obronić.

A może warto wiedzieć jak odpowiedzieć na taki zarzut. Proponuję od razu zgodzić się z tym. I owszem – jestem tradycjonalistą, jestem bardzo przywiązany do tradycyjnych nabożeństw – różaniec święty to moja ulubiona tradycyjna modlitwa, tak samo nabożeństwa majowe, czerwcowe, tradycyjnie lubię odmawiać pacierz rano, uwielbiam Godzinki… Ważne jest móc się wypowiedzieć. No i jako tradycjonalista pragnę by Panu Jezusowi okazywano najwyższą cześć. Dlatego smuci mnie widok ludzi idących w kolejce po Najświętszy Sakrament. A dzieci?  No i dać konkretne przykłady – wiemy przecież jak dzieci zachowują się idąc do komunii, jak przed przyjęciem i jak po przyjęciu. A na pewno inaczej by to wyglądało, gdyby podchodziły na kolana przy balaskach.

Tak jestem tradycjonalista, bo pragnę by dzieci dostawały dobre katolickie wychowanie. By młodzież była uformowana w tradycyjnej moralności. A ile teraz jest młodych ludzi żyjących w „związkach partnerskich” przy aprobacie swoich katolickich rodziców!

Jeśli uda się nam powiedzieć kilka z tych rzeczy kapłanowi, mamy szanse na nawiązanie rozmowy o przywróceniu balasek.

Ale może paść zarzut bardzo mocny, zarzut o niezrozumienie współczesnego Kościoła. Oto autentyczny przykład:

Ci którzy chcą przyjmować komunię na kolanach, to najczęściej ludzie związani z różnymi środowiskami tradycjonalistycznymi, a ich zachowanie nie wynika z obawy przed profanacją Eucharystii, ale z całokształtu pewnego myślenia o współczesnym Kościele.

No i mamy problem, bo nie wiemy jak poradzić sobie z tą teologią.

Zasada powinna być taka: Jeśli kapłan próbuje nas zaskoczyć teologią, my zostajemy przy swoim zdroworozsądkowym myśleniu i nie próbujemy odpowiedzieć mu teologicznie (zawsze będzie w tym lepszy od nas, chyba że akurat jesteśmy obeznani w teologii). Starczy mu powiedzieć, że taka to tradycja, by wierzyć tak jak wierzyli nasi przodkowie, a oni wierzyli w rzeczywistą Obecność, przed Bogiem klękali i się przed Nim korzyli. Taka to nasza tradycja, że zawsze przed Chrystusem i Jego Matką kolana zginano.

I teraz też tak jest, bo jak się idzie do jakiegoś Sanktuarium to się wchodzi na kolanach, a i obrazy na kolanach się obchodzi, a tu Najprawdziwszy, Żywy Pan Jezus, więc to dlaczego nie uklęknąć.

A koncepcja współczesnego Kościoła – to taka tradycyjna – to miejsce gdzie jest Pan Jezus i łaski udziela. I do Matki Bożej można się modlić i o pomoc Ją prosić. Warto zapytać wtedy księdza – czy coś się w tej sprawie zmieniło? Bo jeśli nic się nie zmieniło – to niech ksiądz działa, by balaski wróciły do kościoła.

Nie wiem czy uda się poprowadzić podobna rozmowę. Być może kapłan szybko się wymówi ogromną ilością wizyt duszpasterskich. Ale niedokończoną rozmowę zawsze można spróbować dokończyć w zakrystii.

 

9 komentarzy

Filed under Rozważania