Monthly Archives: Czerwiec 2013

Dokąd zmierza Kościół (refleksje nad codziennością – część II)

Pięć lat temu pisałam na temat rekolekcji prowadzonych przez głośnego księdza z Ugandy – o. Bashobory. Czy coś od tego czasu się zmieniło? Wydaje się, że nic,  więc przypominam przy okazji, to co pisałam wtedy. (https://mariakominekops.wordpress.com/2013/06/27/rekolekcje-z-uzdrowieniami/)

 Teraz szykuje się wielkie spotkanie na Stadionie Narodowym – spotkanie z tymże ojcem, spotkanie po którym niewątpliwie spodziewają się ludzie najróżniejszych rzeczy, nade wszystko uzdrowień.

Nie jest łatwo mówić na temat ludzi pragnących odzyskać zdrowie. Sama ostatnio ciężko choruję i wiem jak to bardzo chce się być zdrowym i jak trudno jest powiedzieć coś w rodzaju:  dobrze, Panie Jezu, niech będę chora i ofiaruje to cierpienie. Ofiarować cierpienie można stosunkowo łatwo, ale dać zgodę na chorobę jest bardzo trudno.

Mało znana u nas bł. Chiara Badano była chora na raka kości. Umarła mając lat 18. Choroba ujawniła się gdy miała 17 lat. Przez rok unieruchomiona w łóżku mówi „tak” Jezusowi Ukrzyżowanemu i Opuszczonemu, łącząc swoje cierpienia z Jego bólem. Powtarza: Dla Ciebie Jezu, jeśli Ty tego chcesz, ja również tego pragnę. Kiedy nie ma już sił fizycznych, mówi: Niczego już nie posiadam, ale mam jeszcze serce, którym mogę kochać.  Swoim rówieśnikom Chiara zostawia przesłanie: Ja nie mogę już biec, ale chciałabym przekazać Wam pochodnię, jak na olimpiadzie. Macie jedno życie, warto przeżyć je dobrze.

Kto z nas potrafi tak teraz powiedzieć? Kto potrafi tak ofiarować się Panu Jezusowi? Nic dziwnego, że Chiara została wyniesiona na ołtarze.

Być może nie będziemy poddani takiej próbie jak Chiara.Być może  mniejsze cierpienia przez nas odczuwane są jako dużo poważniejsze. Jednak jedno jest pewne: każdego dnia Bóg oczekuje od nas powiedzenia Mu TAK..

Powróćmy  do sprawy ewangelizacji na Stadionie. Choć zasadniczo to nie jest ogłaszane jako ewangelizacja, a raczej jako uwielbienie Jezusa na Stadionie (sic!). Uwielbienie z uzdrowieniami. Choć te uzdrowienia są przewidziane na sam koniec spotkania, to one stanowią istotny czynnik całego przedsięwzięcia. Było by na pewno ciekawe zrobić eksperyment – urządzić takie same spotkanie bez zapowiedzi uzdrowień i zobaczyć jaka by była frekwencja.

Wszyscy w dzisiejszym świecie jesteśmy wyjątkowo wrażliwi na swoje zdrowie (przypominam, że wiem cos nie coś o tym, bo sama choruję i cierpię i tez pragnę  powrócić do zdrowia). Jest to zresztą zrozumiałe. Tylko co jakoś mało się staramy o inne rzeczy ( na przykład o zbawienie duszy) w porównaniu z tym jak staramy się (lub jak jesteśmy w stanie starać się ) o odzyskanie zdrowia. Bo o odzyskanie zdrowia jesteśmy w stanie iść wszędzie – do lekarza, do wróżki, do szarlatana, do bioenergoterapeuty, do cyganki… Sama wiele lat temu zaprowadziłam syna do Harrisa  Chorował, więc zaprowadziłam z pełnym zaufaniem – przecież przyjmowali go w swoich murach dominikanie i inni księża. W jego seansach uzdrowicielskich ponoć wzięło udział 9 mln. ludzi. Trwało to dobrych parę lat. Gdy jednak Harris poinformował, że uzdrawia za pomocą duchów – zabroniono mu wstępu do kościołów. Egzorcyści są całkowicie pewni tego, że dopuszczenie Harrisa do kościołów było wielkim błędem i lekkomyślnością, gdyż – według nich – korzystanie z zabiegów bioenergoterapeutów jest praktykowaniem okultyzmu,  co prowadzi do duchowych zniewoleń. Oczywiście nie koniecznie każdy kto się zbliżył do Harisa wpadł w sidła okultyzmu, ale według danych Roberta Tekieliego około 3 mln ludzi zostało zarażone lub bezpośrednio narażone na okultyzm. Mogą to być dane mocno zawyżone, ale nawet jeśli ta liczba jest mniejsza nie zmienia to istoty rzeczy.

Mamy więc do czynienia z psychomanipulacją, nie rozpoznana przez duchownych naszych kościołów. Nie rozpoznaną również przez hierarchię, mało tego – czy to przez zaniedbanie, czy to przez nadmierną pewność – nikt nie kwapił się w ogóle sprawdzić kim jest Harris i jak to się dzieje, że jedni są uzdrawiani, a drudzy nie (mój syn nie miał żadnej poprawy, zresztą wyzdrowiał jakiś czas potem w czasie pielgrzymki sierpniowej na Jasną Górę). 

Czy obecnie wszyscy duchowni maja pewność skąd i jak to się dzieje, że czasami  ludzie będący na modlitwach czy mszach świętych o. Bashobory są uzdrawiani? Jest to Afrykańczyk (nie mam nic do koloru jego skóry – proszę mnie nie zrozumieć opacznie), Haris zaś też dłuższy czas przybywał w Afryce. Może szamani nauczyli go swego rzemiosła. Może szamani uczyli i. o. Bashobory też.

Powie ktoś, że przesadzam. Może – nie mam stuprocentowych dowodów. Może to nie szamani, może po prostu osobiste kontakty. Bo jeśli o. Bashobora potrafi wskazać palcem kogoś chorego na konkretną chorobę i trafić w dziesiątkę – to zna ukryte rzeczy. A ukryte rzeczy zna i ujawnia tylko diabeł. Anioł ukryte rzeczy zna, lecz nigdy nie ujawnia. .

Zresztą uzdrowienia o. Bashobory bywają różne. Czytam umieszczonej w piśmie ChiT ( to się okazuje skrót od Chrystus u TY  – czego to ludzie nie wymyślą,!) pewne świadectwo o uzdrowieniu z raka za pośrednictwem o. Bashobory. Czytam z pełnym zaufaniem, myśląc, że może ja oceniam wszystko za surowo, jestem otwarta na zmianę opinii, jeśli się przekonam, że się myliłam. No i czytam:

Podczas tej niesamowitej mszy świętej o. John prowadził modlitwę na wzór ewangelicznych modlitw o uzdrowienie. Aż czuć było żar tej modlitwy, ludzie nie wstydzili się na głos błagać Pana Jezusa o wszystkie potrzebne łaski… O. John powiedział „Wśród nas jest osoba z rakiem mózgu. Ta osoba teraz zaczyna terapię – to leczenie jest bardzo, bardzo ważne. Ta osoba będzie całkowicie zdrowa.” Moi bliscy wiedzieli, że chodzi o mnie.

Jestem 19 miesięcy po operacji, radio i  chemioterapię przeżyłam bez problemów i skutków ubocznych. Ojciec John jest niesamowicie otwartym i radosnym człowiekiem. Często powtarza, że Pan Jezus jest wielki i On uzdrawia.

No i proszę – cudowne uzdrowienie odbyło się za pomocą operacji, radio i chemioterapii. Ale zaznaczam – każde uzdrowienie jest w jakiś sposób „cudowne” bo nic nie będzie beż woli Bożej. Tu mówimy jednak o takich cudownych uzdrowieniach, gdy zawieszone z woli Bożej zostają prawa natury.

Tak na marginesie – szczerze mówiąc nie bardzo wiem o co chodzi z tymi „ewangelicznymi modlitwami o uzdrowienie”. Czy to chodzi o cuda, które robił Pan Jezus? Czy o coś innego? Ale to akurat jest najmniejszy problem.

Innym problemem jest rozpowszechniony ostatnio w mediach (katolickich) slogan „uwielbiony stadion”. Nie wiem skąd im się to wzięło. Po prostu  dziennikarze chcą być oryginalni, no i wyszła taka zlepka słów absolutnie nie mająca sensu.

Przyjrzyjmy się teraz spotkaniu:

Spotkanie z o. Bashoborą organizuje Kuria Warszawsko- Praska. Obecny na spotkaniu ma być biskup Marek Solarczyk. O. Bashoborę zaprosił na to spotkanie sam Ordynariusz – bp. Henryk Hozer. Spotkanie przewidziane jest na cały dzień. Nie będzie możliwości, by wziąć w nim udziału tylko częściowo, kto raz wyjdzie nie będzie mógł powrócić, mimo, że opłacił cały dzień!  

Dalej następuje zupełnie zaskakująca informacja: Ze względu na dużą ilość osób nie będzie możliwości korzystania z sakramentu pokuty i pojednania. Prosimy skorzystać z tego sakramentu wcześniej, aby księża byli do dyspozycji tylko w szczególnych przypadkach.

Jak to jest możliwe – Dzień w ramach Roku Wiary (tak jest zapowiedziane) bez sakramentów? Bez spowiedzi? Czy to nic nie daje do myślenia?

Inna ciekawostka: W dwóch miejscach będzie trwała adoracja Najświętszego Sakramentu, zapraszamy, by oddać chwałę Jezusowi. Dokładnie tak jest napisane „Jezusowi” – nie ma „Pana Jezusa”. Ja rozumiem, że Stadion jest duży – ale dlaczego w dwóch miejscach?

No i na koniec czytamy: Ofiary składane na tacę przeznaczone będą na potrzeby diecezji warszawsko-praskiej oraz na działalność o. Johna w Ugandzie. pytam wtedy dla kogo są pieniądze zebrane za bilety? Nie dla Kurii Warszawski-Praskiej? Chyba ona powinna opłacić wynajem Stadionu i chyba z biletów (i ewentualnej dokładki)

A ceny są takie:

Koszt udziału

ZWYKŁY – 40 PLN, dla osób od 17 roku życia wg rocznika (urodzonych do 1996)

ULGOWY – 20 PLN, dla osób do 16 roku życia wg rocznika (urodzonych od 1997)

Bonusy
Za każde 20 zwykłych biletów otrzymujesz dodatkowo 1 zwykły bilet GRATIS 

Strona organizatorów podaje liczbę uczestników już po zamknięciu zapisów – 57.128 .

Nie da to wiele pieniędzy – policzmy dla ułatwienia 57.000 x 37 zł = 2.109.000. (37 zł dlatego, że biorę pod uwagę nieletnich uczestników) Nie wiem ile sobie życzy była charyzmatyczka, obecnie prezydent Warszawy, ale na pewno 2.000.000 na odnajęcie Stadionu jest za mało.(Pamiętamy dołożenie do „Madonny” 5 mln…) Więc gdzie jest  kalkulacja? Dlaczego się zaprasza Bashobarę?

Znajdujemy „odpowiedź” na łamach Metra. Ponoć taka odpowiedź uzyskali dziennikarze od bliżej nieokreślonych (nie podano nazwisk) duchownych Kurii Warszawski-Praskiej:

My w Polsce przyzwyczailiśmy się do cichej modlitwy, raczej indywidualnej. Mamy opory, by modlić się w grupie. Rzucamy temu przyzwyczajeniu rękawicę. Dlatego wybraliśmy obiekt, który pomieści najwięcej osób, Atmosfera na stadionie spowoduje, że po dwóch godzinach cały stadion wstanie i będzie wielbił Pana, wznosząc ręce – zachwalają organizatorzy. – Atmosferę ma rozkręcić ugandyjski duchowny o. John Bashobora. Ma wybitny dar do prowadzenia tak dużych modlitw.

            Cały Stadion wstanie i będzie wielbił Pana – proszę się wczytać dobrze w to zdanie. Najpierw zauważmy – jak wszyscy protestanci lub prostantyzujący nie ma ty dokładnego określenia jakiego Pana. Im starczy „Pan”

            Po drugie – atmosfera na Stadionie spowoduje, że cały Stadion wzniesie ręce. Atmosfera! Nie miłość, nie „uwielbienie”, nie wiara, a atmosfera.. Protestanckie? Chyba nikt w to nie wątpi!

            O. Bashobora ma dar do prowadzenia dużych modlitw . Ale chyba ma i dar do mówienia, podobny do tego, którym był obdarzony Fidel Castro, bo jeśli każda z jego trzech konferencji ma trwać półtora godziny, a potem jeszcze ma prowadzić modlitwy ewangelizujące – to musi być wytrzymały. Zresztą nie  tylko jego wytrzymałość nasuwa skojarzenia z Fidelem. Również i sposób potraktowania wiernych: nie będzie możliwości, by wziąć w nim udziału tylko częściowo przypomina wiece z udziałem Fidela. Ludzie tam szli z jedzeniem na cały dzień siedzieli na trawie i słuchali (lub nie) co mówi ich  przywódca. Tu będą siedzieć na ławeczkach (jeśli będzie gorąco to się usmażą na słońcu) ale wyjść im nie wolno i wrócić na inna godzinę, bo liczba mogłaby się zmniejszyć a jakiś nierozgarnięty dziennikarz opublikować zdjęcia, gdzie połowa krzesełek była by pusta.

            No więc jaki jest cel ciągnięcia od lat do Polski o. Bashoborę? I czy on naprawdę uzdrawia?

            Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć raczej w trybie przypuszczającym – po to by rozwalać Kościół i go protestantyzować. A jeśli ktoś ma wątpliwości, co do intencji protestatyzacji, niech przyjrzy się programowi modlitw stadionowych i mi powie, gdzie jest mowa o Matce Bożej, gdzie jest Różaniec święty, gdzie inne modlitwy Maryjne, choćby jakaś Litania czy coś innego. Tego w planie nie ma. Podejrzewam, że po kilku oburzonych artykułach mogą zaśpiewać kilka pieśni maryjnych, ważne jest jednak to, że niema tego w planach. Więc wychodzi tak, że nie ma Matki Bożej i sakramentu spowiedzi. Ktoś powie – ale będzie „Eucharystia”. Owszem przewidziana jest msza św. i na pewno Rodanie Eucharystii, ale w jakich warunkach i czy to będzie godne? Nie umiem tego powiedzieć.

            Na drugie pytanie powinna nam odpowiedzieć Kuria Warszawsko-Praska, o. dominikanie, księża z Rychwału, Wałbrzychu, Pionek, Kazimierzu Biskupim, Górce Klasztornej i wiele innych miejscowości, gdzie był lub się wybiera w tym roku. o. Bashobora. Niech sprawdza dokładnie wszystko, by nie powtórzyła się historia z Harrisem.

 

Reklamy

12 Komentarzy

Filed under Publicystyka

Rekolekcje z uzdrowieniami

(Ten tekst z roku 2008 umieszczam ponownie, jestem przekonana, że ułatwi on odbioru tekstu napisanego obecnie. )

Jakiś czas temu rozmawiałam z pewnym dominikaninem na temat tego, co się dzieje w Medjugorie. Mówiliśmy o zjawieniach, ich przebiegu i o tym, co ludzie opowiadają po powrocie, a szczególnie o tym, co mówią ci, którzy wracają przekonani co do cudowności zjawisk. Kapłan ów powiedział wtedy, że właśnie to, o czym mówią „żyjący orędziami” najbardziej go utwierdza w przekonaniu, że tam nie ma działania Matki Bożej, a wręcz przeciwnie – widać oznaki działania złego ducha. Otóż ci ludzie więcej mówią o mocy szatana i potrzebie wystrzegania się go, niż o Matce Bożej czy o Panu Jezusie. „Proszę przysłuchać się ich opowiadaniom”, mówił ten kapłan, „zawsze tam będzie coś o szatanie, zawsze będzie o jego działaniu, owszem, bardzo dużo się mówi o nawoływaniu Maryi do postów, do modlitwy itd., ale nie ma relacji, gdzie by nie było mowy o szatanie. Czasami”, mówił dalej, „odnoszę wrażenie, że szatan robi sobie taką cichą reklamę w Medjugoriu”.
Te słowa przypomniałam sobie bardzo wyraźnie w ostatnich dniach, kiedy słuchałam przez radio internetowe pewnych „rekolekcji”. Odbyły się one w dniach 21- 23 listopada w kościele oo. dominikanów na warszawskim Służewie. O mających się odbyć rekolekcjach dowiedziałam się przypadkowo dokładnie dwa dni przed ich rozpoczęciem. Byłam na podwórku kościelnym, gdy pewna dziewczyna zapytała mnie, gdzie można odebrać zaproszenia. Nie wiedząc o jakie zaproszenia chodzi nie umiałam jej pomóc, ale ona mi wyjaśniła, że chodzi o zaproszenia na specjalne rekolekcje, które mają się odbyć w kościele. W swojej naiwności powiedziałam jej, że na pewno się myli, bo gdyby miały być jakieś rekolekcje, to na kościele byłby jakiś plakat, jakieś ogłoszenie, a poza tym rekolekcji nie robi się na zaproszenia. Okazało się jednak, że to ja jestem w błędzie, ponieważ zaproszenia były i to na dodatek płatne. Nie wiem dokładnie ile ta suma wynosiła, chyba jednak nie była wygórowana.
Nie mieszkam w parafii dominikańskiej, jednak z racji swej przynależności do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego i dlatego, że moja macierzysta fraternia ma siedzibę przy klasztorze oo. dominikanów na Służewie bywam tam bardzo często, nie na tyle jednak by wiedzieć, że parafianie zostali zawiadomieni o tym, że w czasie „rekolekcji zamkniętych” niektóre msze św. będą się odbywać w tzw. sali parafialnej, bo kościół będzie zamknięty dla niezaproszonych. Nawet w niedziele tylko ranne msze św. były planowane w kościele, popołudniowe miały być w sali. Od znajomych dowiedziałam się wreszcie, że zaproszenia nie były rozprowadzane wśród parafian, co jest powodem wielkiego rozgoryczenia, ponieważ „będzie wiele uzdrowień, ale tylko dla swoich, a nie dla zwykłych parafian”. Wszystko to mnie zainteresowało na tyle, że postanowiłam dowiedzieć się jak najwięcej o rekolekcjoniście i o rekolekcjach. Okazało się to niezwykle łatwe.
Od dłuższego czasu unikam wszelkich nabożeństw w ten czy inny sposób związanych z charyzmatykami. Widziałam parę razy zachowanie się wiernych ogarniętych euforią – zawsze budziło to we mnie pewien niepokój. Słyszę jednak regularnie relacje z takich spotkań, obserwuję co się dzieje po jakimś czasie z tymi, którzy regularnie w takich nabożeństwach uczestniczą. Często więc spotykam się z pewnym rodzajem uzależnienia od spotkań charyzmatycznych, często z różnymi rodzajami zachwiania w wierze, ale najczęściej – z infantylizacją wiary i duchowości. Czasami nawet obawiam się o los ludzi, którzy uczestniczyli w takich nabożeństwach – skutki bywają różne – od zachwiania nerwowego do zatracenia poczucia własnej odpowiedzialności za swoje czyny i zrzucania wszystkiego na „powiązania międzypokoleniowe”, działania „przekleństw”, ingerencję szatańską. Nie chcę być źle zrozumianą. Nie neguję w żadnym wypadku możliwości ingerencji złego ducha, rzucenia czarów czy przekleństw. Jednakże Kościół uczy, że do tego potrzebna jest zgoda człowieka. Nadmierne dopatrywanie się ciągłej ingerencji duchowej grozi zatraceniem poczucia grzechu.
Podobnie jest z nadmiernym dopatrywaniem się wszędzie działania Ducha Świętego. Temat jest niezmiernie trudny – zaznaczę go tylko skrótowo. Oczywiście Duch Święty działa i jak naucza Kościół – nie ma takiego dobrego dzieła, które nie było wykonane dzięki łasce Bożej. Oczywiście – nasze dobre myśli, decyzje, czyny – wykonywane są pod natchnieniem Ducha Świętego. Jednakże nie wolno uważać, że Duch Święty jest na posługach u człowieka i przyjdzie na każde zawołanie, albowiem On tchnie kiedy chce i gdzie chce.
Chyba najbardziej pod tym względem niebezpieczne są dwa rodzaje nabożeństw, w jednym dochodzi do „zasypiania w Duchu Świętym” i do wybuchów „świętego śmiechu”, a w drugim – do tzw. „uzdrowień międzypokoleniowych”. (pisałam na ten temat w zeszłym roku – artykuł „Uzdrowienie czy…”) Stają się one coraz bardziej powszechne, wystarczy wspomnieć, że odbywają się nawet u oo. dominikanów – strażników wiary. Zapewniam, że nie ma nic budującego w oglądaniu padania wieli ludzi na ziemi „pod wpływem Ducha Świętego”, słuchaniu niekontrolowanych wybuchów śmiechu i wycia (tak dosłownie wycia!). Nie ma też nic budującego w wykrzykiwaniu przez wiernych (za wskazówką kapłanów – gości oo. dominikanów z dalekiej Brazylii) „Duchu Święty przyjdź, tu jestem” i podawanie swego imienia Duchowi Świętemu! Wręcz przeciwnie – jest przerażające, że to się dzieje pod okiem właśnie dominikanów. Dlatego tak bardzo zainteresowało mnie jakie będą wspomniane na początku rekolekcje.
Najpierw – pierwszy raz w życiu spotkałam się z faktem zamknięcia dostępu do kościoła parafialnego dla parafian. Po drugie – nie spotykałam dotychczas określenia „konferencje, które są powiązane z rekolekcjami”, a takie określenie tam funkcjonowało (ogłoszenie internetowe oo. dominikanów mówiło o „zamkniętej konferencji”). Po trzecie – moje zainteresowanie wzbudziła osoba głównego rekolekcjonisty – ks. Johna Baptysty Bashobora z Diecezji Mbarara w Ugandzie, współorganizatora konferencji New Dawn (Nowy Świt), która odbywa się w Ugandzie od 2002 r.; członka Narodowego Stowarzyszenia Modlitwy Wstawienniczej. Jak podają strony charyzmatyków: „Był w wielu krajach świata. I jest tam bardzo pożądany z powodu odznaczającej się i rozwiniętej posługi uzdrawiania. Jest również bardzo zaangażowany w posługę uwalniania, która idzie w parze z posługą uzdrawiania.
Jego własny biskup potwierdza 27 przypadków wskrzeszeń, a lokalna społeczność twierdzi, że było tych przypadków znacznie więcej niż 40.” Nic dziwnego, że taka osoba potrafi wzbudzić zainteresowanie. Dodając do tego wpisy o uzdrowieniach liczonych w setki, ba nawet tysiące…
Jednak jeszcze jeden fakt – i ten właśnie był dla mnie najbardziej istotny – to zaangażowanie w przyjazdy ks. Bashobory i w prowadzone przez niego nabożeństwach dwóch osób o wielkim autorytecie. Jedna z nich – to sam abp. S. Dziwisz, pod patronatem którego odbywało się w zeszłym roku spotkanie z ks. Bashoborą w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Druga – to jezuita o. Aleksander Posacki, niekwestionowany autorytet w zakresie demonologii, sekt i problematyki okultyzmu i ezoteryzmu. Dlaczego o. Posacki miał włączyć się w coś tak wątpliwego? Dlaczego Pasterz diecezji krakowskiej popiera tego typu nabożeństwa? Te pytania, które zadałam sobie wtedy, dotychczas pozostają dla mnie bez odpowiedzi.
Jak już wspomniałam śledzenie przebiegu konferencji okazało się nadzwyczaj łatwe. W internetowym radiu należącym do „Odnowy w Duchu Świętym” miała miejsce transmisja „na żywo”, a wieczorem były powtórki. Tak więc przy dobrej chęci można było słuchać tego co się działo w kościele służewieckim. A więc słuchałam i nie tylko słuchałam, cały czas na gorąco zapisywałam prawie słowo w słowo, to co tam mówiono. Mam te zapiski. Zacytuję tylko niektóre wyjątki, lecz jeśli ktoś chce – mogę je udostępnić w całości. Chętnie to zrobię, ponieważ same słowa, odarte z nastroju podniecenia i oczekiwania na cud (cudy), mają zupełnie inny charakter i być może pomogą niejednemu zobaczyć jak bardzo są one trywialne i jak mało niosą treści katolickich.
Katolickich… Nigdy w życiu nie słyszałam tak często powtarzanego słowa „katolicki”, odmienianego przez różne przypadki. Katolikami jesteśmy, potrzebni są katoliccy charyzmatycy, katolikos – to znaczy powszechny, katolicka Odnowa w Duchu Świętym… Najczęściej jednak używane słowo, to demon! Nigdy nie słyszałam na raz tyle o demonach! Przez trzy dni nieustannie mówiono o demonach! Inne słowo, które się powtarzało – to „przebaczam”. Należy też podkreślić, że nieustannie nawoływano z ambony do spowiedzi i że konfesjonały były „czynne” – ludzie się spowiadali, ojców spowiedników nie brakło. Wiele też mówiono o Panu Jezusie, nie zapomniano o Matce Bożej, o Eucharystii, różańcu i bierzmowaniu. Jeśli tak, jeśli była mowa o katolickości, przebaczaniu, spowiedzi, innych sakramentach, o Najświętszej Maryi Pannie – to skąd moje obawy? Dlaczego te rekolekcje (śmiem to powiedzieć) wpisują się w całą panoramę zagrożeń dla Kościoła i co za tym idzie – dla wiernych. Żeby to wyjaśnić najpierw zrelacjonuje pokrótce przebieg konferencji (rekolekcji).
Pierwszy dzień był poświęcony zagrożeniom duchowym. Głoszono tzw. „świadectwa” ludzi, którzy mieli do czynienie z okultyzmem w różnej postaci i wykłady specjalistów. Wystąpili m. in. Leszek Dokowicz, Robert Tekieli, o. Aleksander Posacki SJ. Każdy z nich na różny sposób mówił o zagrożeniach demonicznych. Oczywiście z niecierpliwością czekałam na wystąpienie o. Posackiego. Słuchałam go bardzo uważnie (i notowałam). Wszystko co mówił było bardzo dobrze wyważone, poparte argumentami, przekonujące. Jednak cos w jego wypowiedzi mnie zaskoczyło. Bowiem na koniec swego wystąpienia o. Posacki podkreślił, że jego i inne wykłady i świadectwa mają przygotować obecnych „do tego, co się będzie działo tutaj jutro”! Nie do treści, które maja zostać przekazane, nie do lepszego zrozumienia nauki rekolekcjonisty, ale do tego co się będzie działo! A że wszyscy wiedzieli, że maja się dziać cuda uzdrowienia – no to cóż – przygotowanie do cudu!
Następnego dnia o demonach było mniej, choć ciągle z nimi się żegnano! Wystąpił ks. Bashobara i zapowiedział, że „Idziemy i wszędzie zabieramy radość – la, la, la, yes Lord, yes Lord… amen.” I pożegnał demony – „by, by daimon, by, by”. Oto małą próbkę wielokrotnie powtarzanej mowy:
„Uwielbimy Boga teraz. Widzicie ci wszyscy księża co tu są, to tak naprawdę egzorcyści, to coś ten demon może uczynić – by by daimon. Spowiadamy się, ogłaszamy chwałę Boga, ogłaszamy, że jesteśmy córkami i synami Boga i demon ma problem, ale może się ukrywać ten demon. Ilu z was otrzymało bierzmowanie, podnieście ręce, cha – cha; więc staliście się żołnierzami Jezusa. I dlatego tego jest katolicka Odnowa. Powrót do korzeni, stać się żołnierzami Chrystusa, katolikami charyzmatykami, chodząc w świętości Bożej, a wiec głosić świętość gdziekolwiek idziemy!”
Jak się widzi ten tekst to wygląda tak skromnie – ale w rzeczywistości jest to wypowiadane z wielka emfazą, przerywane śpiewem, nuceniem i częstymi okrzykami: „Brawa dla Jezusa!” po których następują frenetyczne oklaski!
Zanim przejdę do opisu zapowiedzianych „cudów uzdrowień”, które miały miejsce trzeciego dnia wspomnę o dwóch wypowiedziach, które upewniły mnie w przekonaniu, że tam, w kościele służewieckim, dzieje się coś bardzo niedobrego i niebezpiecznego.
Pierwsza miała miejsce w czasie „nauczania” Johna Ricka Millera (nie jestem pewna pisowni nazwiska), który przedstawił się jako osoba świecka, posługująca w kościele. O jego posłudze jeszcze będzie mowa.
Otóż pan Miller rozpoczął swoje wystąpienie od słów „Niech wam Bóg błogosławi”, co natychmiast zbudziło moja czujność, bowiem tak może mówić tylko kapłan. Świecki może użyć formuły „niech nam Bóg błogosławi”. Mimo pozorów, nie jest to drobiazg. Po czym odmówił coś na kształt modlitwy i zaklęcia jednocześnie. Zaczęło się całkiem niewinnie: „Św. Michale Archaniele, przyjdź przez przestrzeń czasu i odległości. Pozwól jednemu aniołowi ze wszystkich dziewięciu chórów – by każdy był tu obecny, po jednym z każdego chóru.”
Dalej jednak było już całkiem niepokojące: „wzywam po jednym z każdego z dziewięciu chórów anielskich by tu przybył.” I tak pan Miller wzywał po kolei po jednym z chórów cherubinów, tronów, panowania, mocy, zasług (cnot?), zwierzchności, wreszcie z chóru archaniołów! Potem wezwał anioła stróża Warszawy i Polski, aniołów obecnych w kościele, stróżów tabernakulum i wejścia do tego kościoła i wszystkich aniołów stróżów obecnych w kościele. Wreszcie zakończył najbardziej dziwacznym wezwaniem: „Wzywam Jana Pawła II, aby łaskawie usłyszał mój głos, św. Maksymilianie Kolbe, św. ojcze Pio, św. Charbelu, wzywam was, byście w tej chwili otoczyli kołem to święte zgromadzenie wraz z Maryją, Jezusem i św. Józefem.” Swoje wezwania zakończył po katolicku – odmówiono wspólnie: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu.
Świecki, który wzywa aniołów (zamiast się do nich modlić!) albo jest zwykłym oszustem, albo nawiedzonym, który nie wie czym może mu to grozić i czym to grozi tym, którzy go słuchają. Pamiętajmy, że nawet wyświęcony kapłan nie może bezkarnie wzywać aniołów i duchów, tym bardziej zwykły świecki. A dodatkowe wezwanie – prawie nakaz – by Pan Jezus wraz z Matką Boża i św. Józefem otoczyli kołem jest tylko zwykła konsekwencją roszczenia sobie praw do wzywania i rozkazywania. Zagrożenia, wynikające z takiej postawy chyba są znane każdemu, kto choć trochę interesuje się nauką Kościoła w tym przedmiocie. A jak się weźmie pod uwagę, że poprzedniego dnia mówcy ostrzegali przed wywoływaniem duchów – to wszystko staje się zupełnie niezrozumiale. Czyżby taki autorytet jak o. Posacki nie wiedział co się mówi i dzieje po pierwszym dniu „przygotowania”?
Do pana Millera i jego „nauczania” powrócę niżej, teraz wracam do ks. Bashobary. Otóż ks. Bashobara też odwoływał się do duchów. Być może dlatego, że sam miał smutne doświadczenia rodzinne (matka go obumarła, chowała go ciotka, która go nie znosiła tak bardzo, że szkodziła mu na każdym kroku aż do próby otrucia), być może dlatego, że spotkał się z wieloma przypadkami ludzi, którzy nie są w stanie zapomnieć krzywd, wyrządzonych im przez przodków, nawoływał do całkowitego przebaczenia wszystkiego swoim przodkom. Bardzo chrześcijańskie i katolickie chciałoby się powiedzieć. Ale… Ale to co on mówił i robił nastręcza wiele wątpliwości.
Najpierw – powiązał mające się odbywać uzdrowienia z przebaczeniem bliskim zmarłym. Po drugie – kazał ich wzywać! Zacytujmy:
„Stań przed tą osobą, o której myślisz, przypomnij sobie tę osobę, stań i przebacz tej osobie. To jest trudne, ale z łaską Boga można to uczynić… Teraz możecie czuć w klatce piersiowej takiej ukrytej złości, która niech teraz odejdzie. Duchu Święty, dotykaj teraz te ukryta złość, oczyszczaj nas z niej. Teraz niech odejdzie, niech odejdzie od nas. Wszystko to co powodowało bóle niech odejdzie w Imię Jezusa, to co powodowało ból pleców niech odejdzie teraz. Odejdź w Imię Jezusa. Widzimy już tę osobę, jest to osoba bliska, która umarła, kiedy umarła czułem się bardzo zły, czułem się smutny, mam w sobie złość i smutek, muszę przebaczyć. Kiedy umarłeś brakowało mi tej miłości.” I tak długo, wymieniając wszelkich bliskich i powinowatych: matko, bracie, dziadku, babciu, ciotko, siostro, sąsiedzi… i zawsze z dodaniem: „Przebaczam ci w Imię Jezusa. Kiedy umarliście brakowało mi waszej miłości – przebaczam wam.”
Przebaczenie – takie katolickie! A dalej:
„Wszyscy którzy umarli byli instrumentami Bożej miłości i brakuje nam ich miłości i to jest powód bólów głowy, nóg, to jest powód. Teraz otwórzcie dłonie, prosimy Jezusa który dal wam waszych bliskich, prosimy Jezu – przybliż mi teraz mego ojca, matkę córkę, brata… by mógł mnie objąć. Pozwól by mnie teraz objęli z miłością, którą przez nich przekazałeś. Więc teraz wasi bliscy są w wyjątkowy sposób z wami, przyjmijcie teraz Bożą miłość przez tych którzy umarli… I Ty Panie, usuń teraz cały smutek od sierot, od matek i ojców itd.. Oczywiście nie możecie pozostawać ze zmarłymi – jeden po drugim oddajcie z powrotem Jezusowi. Matko, oddaje cię Jezusowi, Babciu itd… Pozwólcie niech to odejdzie, oddychajcie, spokojnie oddychajcie. Ta choroba opuszcza was. Niektórzy czuja trzęsienie serca, widziałem, że chorujecie na anemię – to wszystko teraz odchodzi. Oddajcie wszystkich tych, którzy umarli z powrotem Jezusowi.”
Czy to nie jest żonglerka duchami? Czy to jest katolickie? Co to jest za wywoływanie zmarłych i oddawanie ich z powrotem Jezusowi? Czy wołanie duchów staje się normalnym, jeśli się to dzieje w świątyni i bez specjalnego stolika? Czy pod pozorem przebaczenia swoim bliskim wolno wołać zmarłych i to – o ironio! – wołać za pośrednictwem samego Boga, który te procedery zakazał?
Wspomniałam o swoich wątpliwościach w rozmowie z pewnym kapłanem. Skwitował wszystko pobłażliwie słowami: „Och, to Afrykańczyk!” A co to ma za znaczenie, że Afrykańczyk! Jest to kapłan Kościoła i dzieje się to w obecności innych kapłanów i za ich aprobatą!
Wreszcie dochodzimy do uzdrowień. Oto jak ks. Bashobara ogłaszał kolejne uzdrowienia: „Niektórzy cierpieli na migrenę – z waszego czoła to wszystko odchodzi. Niektórzy w całym ciele – ból odchodzi teraz, niektórzy stałe bóle głowy – odchodzi – niektórzy nie mogli słyszeć – jesteście teraz uzdrawiani. Będą ci, co otrzymają duża niespodziankę, noszą okulary i spojrzą normalnie. Niektóre osoby mają wrażenie, jakby chciały wymiotować – Bóg was uzdrawia…. Odrzuć swój grzech i wtedy ta moc będzie przez ciebie przepływać. Dotknij tej części ciała gdzie cierpisz, Jezus mówi – chorobo odejść teraz, bądź uzdrowiony, Jezus mówi – dotykam cię teraz, twoja wiara cię zbawiła, zacznij otrzymywać swoje uzdrowienie…. Ilu z was zostało uzdrowionych – podnieście dłonie, jeszcze wyżej, uwielbimy Boga teraz!” I oczywiście długie oklaski i okrzyk „Brawa dla Jezusa!”
Nie ma sensu cytować więcej. Starczy wspomnieć, że ks. Bashobara oznajmił wiernym, że „w czasie komunii św. Pan mówił do mojego serca o wielu uzdrowieniach, które mają teraz miejsce” i doliczył się 18 uzdrowień z epilepsji (skąd tylu epileptyków na takim spotkaniu i skąd oni, podnosząc ręce do góry wiedzieli, ze są uzdrowieni?), wiedział też o 70 osobach uzdrowionych z nowotworów, którym polecił zrobić badania około 17 stycznia, wiedział, że 25 małżeństw, skłóconych ze sobą połączy się znowu, 17 kobiet, które ma problemy z poczęciem dziecka pocznie około 25 stycznia, osoby zaginione dadzą znać o sobie swoim rodzinom, a na koniec (i to już zacytuję!) – „Tu z przodu siedzą studenci, głównie w naukach ścisłych – Pan w tym kierunku was umacnia, Pan daje wam nową łaskę, bo bardzo źle szła wam matematyka. Chwalmy Pana za to!” Oczywiście każde takie ogłoszenie następujących uzdrowień kończyło się radosnym okrzykiem: „Brawa dla Jezusa!”
Przerywnikiem w radości z uzdrowień była tez piosenka o treści mniej więcej takiej:
Czuję Jezusa w moich stopach, na swoich oczach i moich uszach, Jezus jest w całym moim stworzeniu! Jezus jest w całym mym jestestwie. Przyjdź Jezu i nieś mnie na swoich plecach – je je, je je…. Czuje Cię w moich stopach, w moim żołądku, nawet w moim nosie, jesteś w moich uszach i w całym moim stworzeniu. Idziemy z Jezusem. Amen. Brawa dla Jezusa!
Gwarantuję, że nie dodałam nic od siebie do wymienionych poszczególnych części ciała. Podejrzewam, że nikt nie powiedział ks. Bashobarze co oznacza po polsku „ mieć kogoś w nosie”. Nie dopatruje się tu złej woli. Co nie zmienia faktu, że słowa piosenki, śpiewanej zresztą z emfazą przez zgromadzonych, są głupie i co gorzej teologicznie błędne. A to wszystko działo się w kościele strażników wiary!
Cuda, uzdrowienia, pomoc od Boga nawet w matematyce! To wszystko jest takie chwytliwe, tak bardzo się podoba ludziom, że idą urzeczeni i jakby mieli „oczy na uwięzi”. Mam cichą nadzieję, że ten artykuł może pomóc niektórym, by ujrzeli jakie to wszystko jest płaskie i dalekie od wiary. Coś innego jest przeczytać słowa ks. Bashobary i na spokojnie przyjrzeć się treści, coś innego jest być w pełnym kościele i poddawać się sterowanym nastrojom, uczuciom, rozbudzać w sobie nadzieję, że może to ja jestem jednym z tych uzdrowionych. Ale czy to jest etyczne? Chory człowiek często jest gotów chwycić się wszystkiego, nawet iść do czarodziejów, wróżek, szamanów i wszelkich innych szarlatanów, byleby odzyskać nadzieję na uzdrowienie. Chorego można zrozumieć, lecz nie wolno go prowadzić na manowce.
W roku 2000 Kongregacja Nauki Wiary wydała specjalną Instrukcję nt. modlitwy o uzdrowienie. Miała ona zapobiec wszelkim i licznym nadużyciom. Wydaje się jednak, że ci którzy organizują konferencje, rekolekcje czy inne spotkania „z uzdrowieniami” nie do końca zapoznali się z przedstawionymi tam normami dyscyplinarnymi. Zacytuje tylko dwie z krótkim komentarzem:
Art. 5. § 2. Powinno się troskliwie unikać pomieszania tych wolnych modlitw nieliturgicznych z celebracjami liturgicznymi w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Mowa tu o modlitwach o uzdrowienie. Niestety, ks. Bashobara natychmiast po Komunii świętej, jeszcze przed błogosławieństwem nie tylko miał „przekaz od Pana”, ale i modlił się, wzywał takimi słowami: „Duchu święty. przyjdź teraz, wypełnij wszystkich tutaj obecnych, poruszaj się w nas, Ty umacniasz nasze życie, poruszaj się w nas Panie, Ty przynosisz radość tam gdzie nie ma. Poruszaj się wśród tych co chorują na astmę, poruszaj się w naszych głowach, wśród tych co nie widza, przyjdź, poruszaj się…” Mamy do czynienia z poważnym nadużyciem liturgicznym, bowiem następny § 3 brzmi:
Jest poza tym rzeczą konieczną, aby w ich realizacji nie dochodziło, przede wszystkim ze strony tych, którzy je prowadzą, do form podobnych do histerii, sztuczności, teatralności lub sensacji.
Tu chyba komentarz nie jest konieczny – sensacji i teatralności było co nie miara.
Wspomniałam powyżej, że pod koniec artykułu powrócę do „nauczania” pana Ricka Millera. Otóż oznajmił on zgromadzonym, że dostał specjalną misję od samej Najświętszej Maryi Panny. Misja ta polega na głoszeniu „głowom państw i głowom kościoła (?) w poszczególnych państwach” konieczności poświęcenia danego państwa Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Niepokalanemu Sercu Maryi. Przy okazji opowiedział jak był w Kolumbii, „która kiedyś była konsekrowana NSJ, a potem rozkonsekrowana” i rozmawiał z prezydentem, który jednak mu powiedział, że teraz nie jest dobry moment polityczny, ale jednak odmówił z nim w TV różaniec, co pan Miller potraktował jako cud. Nasuwa się kilka pytań: pierwsze – ściśle teologiczne – co to oznacza rozkonsekrować państwo? Drugie – jakie „chody” musi mieć zwykły świecki, by został przyjęty przez prezydenta i odmawiać z nim różaniec w TV (prawdopodobnie prezydent wykorzystał to w jakimś swoim celu). Ludzie jednak w swej naiwności się zachwycali „cudem odmówienia różańca w TV”.
Na koniec pan Miller ogłosił (według własnego określenia) „radosną nowinę”. Przyjechał do Polski, by rozmawiać z „głową państwa i głową kościoła” i namówić ich na konsekrację Polski NSJ i NSM. Przyjęto to długimi oklaskami. Pan Miller zaznaczył, że teraz wiele zależy od wiernych, muszą oni zacząć tworzyć grupy modlitewne, inaczej nie uda się nic. Te grupy będą jego zapleczem modlitewnym i wtedy dojdzie do konsekracji Polski i Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Niepokalanemu Sercu Maryi. Szkoda tylko, że nikt nie powiedział Millerowi, by nie wywalał otwartych drzwi. Otóż Naród Polski był poświęcony trzykrotnie NSJ – w roku 1920 w Częstochowie, w czerwcu 1921 r. w Krakowie i w 1951 r. w Warszawie. Poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi dokonał zaś Prymas Polski, kardynał August Hlond, 8 września 1946 roku.
Nie bez kozery rozpoczęłam swój artykuł od przypomnienia Medjugoria. Właśnie w słowach pana Millera ukazuje się bezpośredni, choć zawoalowany związek z tym, co tam się dzieje. Tam słyszy się ciągłe nawoływanie o ogłoszenie Maryi Królową Pokoju i jakoś nikt z wiernych się nie zastanawia, że tytuł ten Maryi został już dawno nadany (zrobił to Benedykt XV w 1917 r.). Tam ciągle mówi się o demonach i o szatanie, czego efektem jest to, że wierni przestają rozumować logicznie i wszędzie (tam gdzie jest i tam gdzie go nie ma) dopatrują się szatana. Ostatecznie wszystkie niepowodzenia są przypisywane działaniu złego ducha, co prowadzi do zatracenia poczucia własnej odpowiedzialności, w konsekwencji – do zatracenia poczucia grzechu. Podobnie w Warszawie, w kościele służewieckim, mówiono bardzo dużo o demonach. Nadmiernie dużo, o wiele więcej niż potrzeba, by ostrzec wiernych przed działaniem złego ducha. Podobnie jak i w Medjugoriu mówiono o wielu domniemanych uzdrowieniach. Nie wspomniano ani razu o zamiarze zbadania prawdziwości uzdrowień.
Art. 9 wspomnianej już Instrukcji nakłada obowiązek by ci, którzy przewodniczą celebracji zebrali obiektywnie i sumiennie ewentualne świadectwa i przedłożyli fakt kompetentnej władzy kościelnej. Podobnie od lat dzieje się w Medjugoriu – ludzie mówią o uzdrowieniach, nikt jednak nie bada ich prawdziwości.
I jeszcze jedno – zwolennicy Medjugoria łączą się w grupy modlitewne, najczęściej zwane „Wspólnotami Królowej Pokoju”. Jeśli apel Millera okaże się skuteczny doczekamy się i grup modlitewnych zebranych wokół idei konsekracji Polski NSJ. Będą nowe „wieczerniki”, powoli oddzielające się od normalnego życia Kościoła, jak to ma miejsce z grupami medjugoryjskimi. Szatanowi to na razie wystarczy – powolne rozbijanie Kościoła, powolne podkopywanie tradycyjnych nabożeństw, wreszcie powolny rozkład formacji wiernych i sprowadzenie nabożeństw do swoistych happeningów.
Więc bądźmy czujni, unikajmy sensacji w wierze i pozostańmy przy zdrowej nauce Kościoła.
5 grudnia 2008

2 Komentarze

Filed under Publicystyka

Dokąd zmierza Kościół (refleksje nad codziennością – I część)

Kilka dni temu (22 czerwca 2013) Episkopat podał do wiadomości, że w piątki już nie obowiązuje zakaz organizowania „hucznych zabaw” ani uczestnictwa w nich. Na pewno ucieszy to tych wszystkich, którzy „z braku odpowiedniego lokalu” urządzali wesela w piątki – być może ktoś z nich miewał jednak wyrzuty sumienia.

Pierwszy raz  spotkałam się z tym „zwyczajem” jakieś 5-6 lat temu. Wychodząc z wieczornej mszy św. właśnie w piątek, zobaczyłam jak szykują się do ślubu nowożeńcy i ich goście. Nie wiele myśląc podeszłam do panny młodej i się zapytałam czy dzieje się coś strasznego, że ślub jest w piątek. Ona była zdziwiona moim pytaniem – bo co się może dziać. Wyjaśniłam – może być tak, że któreś z nich jest bardo chore i grozi mu ciężka operacja lub jutro wchodzi do szpitala, albo do wojska – daleko może od Polski, gdzieś gdzie są nasi żołnierze lub jeszcze coś. Nić takiego – odpowiedział  mi młoda pani – po prostu nie było wolnego miejsca w żadnym lokalu na sobotę. A kto dał zgodę – ona nie wiedziała, wiedziała, że proboszcz jakoś to załatwił. Proboszcz z kolei mi powiedział, że był u ordynariusza i dostał prawo decydować w takich przypadkach. Zostało mi tylko powiedzieć co sobie myślę o takim potraktowaniu świętego dnia piątkowego.

No a teraz czytam w komunikacie, że w miejsce dotychczasowego zapisu czwartego przykazania kościelnego przyjęto nową formułę, obejmującą jedynie Wielki Post: Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w czasie Wielkiego Postu powstrzymywać się od udziału w zabawach.   

Jak zaznaczył biskup Marek Mendyk decyzja jest podyktowana faktem, że wielu wiernych coraz częściej organizowało zabawy w piątek. Dotychczasowy zapis zagubił swoje znaczenie – powiedział  biskup.

Więc ja już nic nie rozumiem – to kto jest prawodawcą? Tłum, który poniewiera Panem Jezusem? Tłuszcza, która myśli o swojej zabawy i o tym jak napełnić brzuch? Zgraja żądnych rozrywki? Czy Kościół święty, Matka nasza, który nie jest z tego świata i do tego świata nie powinien się dostosowywać?

A może to kolejne aggiornamento? Tym razem Kościoła w Polsce, po to by szybciej dogonić kościół na Zachodzie. Ale tam praktycznie (oprócz grup wiernych Tradycji) nie ma kościoła.

No i na koniec – czy możemy się spodziewać innego aggiornamento – prawa do kradzieży, aborcji, eutanazji, prawo by nie chodzić w niedziele i w święta do kościoła? Przecież wielu wiernych tak robi…

Maria Kominek OPs

Dodaj komentarz

Filed under Rozważania

Refleksje na temat duszpasterstwa szpitalnego

Od kilku miesięcy poważnie choruję. Nie bardzo mam sił o ochoty na prowadzenie blogu. Ale spróbuję, spróbuje odezwać się raz na  jakiś czas.

Tak się złożyło, że w czasie tej choroby kilka razy musiałam być hospitalizowana, trafiłam do kilka szpitali. Mam więc pewne spostrzeżenia, którymi chce się wkrótce podzielić.

Sprawa dotyczy opieki duszpasterskiej nad chorymi.

Jest oczywiście, że nie mam pełnego rozeznawania i jest bardzo prawdopodobnie, że jest wiele miejsc, gdzie ta opieka jest bardzo dobra, ale tam gdzie ja byłam, było po prostu smutno.

W jednym ze szpitali (nie będę wymieniać konkretnych szpitali) ksiądz przychodził codziennie, przeszedł szybciutko pytając się: czy ktoś sobie życzy? (Komunii świętej) i jeśli ktoś sobie życzył – dawał szybciutko i mówiąc: „wszystkiego dobrego” odchodził. Nie było czasu się pomodlić przed przyjęciem Komunii, nie mówiąc już o tym, by się skupić. Ksiądz odchodził dalej, pytając „czy ktoś sobie życzy”. Tak jakby chodziło o dobrą bułeczkę na śniadanie lub coś w tym stylu. Mało kto przyjmował Komunii św., bo ludzie się nie orientowali, czy mogą przyjąć – ksiądz przychodził w różnych godzinach i nie wiedzieli czy po jedzeniu mogą przyjąć Komunii św. czy nie, niektórzy chcieli się wyspowiadać, ale ksiądz tak szybko przechodził pytając czy „ktoś sobie życzy”, że nie było jak się z nim rozmówić.

W innym szpitalu była kaplica, ale czynna tylko w soboty! o 11tej. W niedzieli mszy św. nie było. Ksiądz podobno chodził z Komunią raz na kilka dni, ale póki ja byłam nie dotarł do mego pokoju.

W jeszcze innym nie było krzyży w pokojach – podobno dlatego, że nie wszyscy są wierzący. oczywiście ludzie wyjmują swoje obrazki  i w ten sposób w pokojach są wizerunki i  Matki Bożej i Pana Jezusa, ale oficjalnie jest „ekumenicznie”.

Będąc  w szpitalach – co jest normalne – spotrkałam się z ogromna ilością cierpieniem i ogromnymi problemami. Czasami jest tak, że ludzie pomiędzy sobie rozmawiają i pomagają sobie duchowo, ale ogromnie brakuje pomocy duchowej. Brakuje normalnej kapelanii szpitalnej. Brakuje księdza, który pomógłby uporać się z pewnymi problemami, brakuje zachęty do skorzystania z sakramentów. Brakuje w szpitalach jakiejś lektury religijnej, coś, co można by było zaproponować chorym, brakuje nabożeństw,  brakuje po prostu dobrej opieki duszpasterskiej. Jestem przekonana, że nie byłoby wielkich problemów z urządzeniem jakiegoś kącika w szpitalnych korytarzach, gdzie ludzie mogliby się spotkać na różańcu. I że ludzie by chętnie się wspólnie pomodlili. Tylko potrzeba by było trochę więcej inicjatywy ze strony duszpasterzy.

A taka szkoda! Właśnie człowiek chory, postawiony w sytuacji pełnej zależności od woli Bożej, właśnie wtedy może zbliżyć się do Boga, może wiele przemyśleć, może po prostu się nawrócić.

Kiedyś była w Internecie taka strona „adalbertus.net”. Nie wiem co się z nią z stało i co się stało z kapłanem, który ja prowadził. O ile się nie mylę, kapłan ten został kapelanem szpitalnym i nagle uświadomił sobie jaka to ważna funkcja. I jak istotne jest być z chorymi. Szkoda, że nie ma już tej strony, była bardzo pouczająca.

Zostaje mi na koniec życzyć sobie i  innym chorym, by kapelania szpitalna stanęła na innym poziomie. By księża w szpitalach zaopiekowali się duchowo chorymi i nie traktowali pracy szpitalnej jako gorszej.

I by Komunia święta była podawana z odpowiednim szacunkiem, by chory mógł się pomodlić i uwielbić Pana Jezusa.  I gdzieś w kącie by był wizerunek Matki najświętszej, przy którym można by było odmówić wspólnie z innymi chorymi roznieć.Tyle można by było zrobić w szpitalach.

Dodaj komentarz

Filed under Rozważania